Wojsko kupi nowoczesną broń. Ale gotową do użycia w odległej przyszłości
Żarty się skończyły
Plany zakupów uzbrojenia na ten i następny rok są imponujące. A nawet wygląda na to, że dla odmiany realne. Osoby, które od razu poczuły się bezpieczniej, powinny ochłonąć. Miną całe lata, nim ten sprzęt zacznie nas realnie bronić.
SFJZ13/Flickr CC by 2.0

Na konferencji wiceministra obrony narodowej Czesława Mroczka zaskoczeń większych nie było. A jeśli już, to pozytywne. Wygląda na to, że program modernizacji polskiej armii wyszedł wreszcie na prostą.

Co prawda ten sukces ma kilku ojców. Kołem napędowym był m.in. poprzedni minister Waldemar Skrzypczak. Coraz lepiej radzi sobie też Inspektorat Uzbrojenia prowadzony przez generała Sławomira Szczepaniaka. Ale to minister Mroczek słusznie odcina od tego kupony, bo jest wyraźnie zdeterminowany, żeby dokończyć dzieło. A to dzieło tylko w tym roku pochłonie prawie osiem miliardów złotych.

Po latach wstępnych faz analitycznych, dialogów technicznych i spotkań bilateralnych wszystkie duże programy modernizacyjne wchodzą w decydującą fazę. Jeśli minister Mroczek dotrzyma słowa i w przeciągu kilkunastu najbliższych miesięcy złoży podpisy na pięciu decydujących umowach – obrona polskiej przestrzeni powietrznej (programy „Wisła” i „Narew”), nowy śmigłowiec wielozadaniowy, okręt podwodny (program „Orka”) i bezzałogowce dalekiego zasięgu z możliwościami uderzeniowymi – to raz na zawsze skończą się problemy wojska z tym, jak wydać pieniądze. A zaczną – skąd na to wszystko wziąć pieniądze, bo to kontrakty z co najmniej siedmioma zerami.

Polska zbroi się bardzo ambitnie. Formalnie nastawieni jesteśmy na obronę terytorium, ale nie brak w tych zakupach sprzętu, którym można więcej niż odstraszyć. Szukając bezzałogowców, stawiamy na te z możliwościami do ataku w głębi kraju przeciwnika. Nawet okręty podwodne mają być wyposażone w pociski, które rażą cele na lądzie oddalone o 800 kilometrów. Do F-16 dokupujemy pociski JASSM, które są bronią czysto ofensywną. Ta próba przenoszenia ciężaru walki na terytorium ewentualnego wroga świadczy o tym, że zagrożenia są dużo poważniejsze, niż przez lata nam mówiono.

Oby nie okazało się tylko, że zmądrzeliśmy za późno. I zapłacimy wysoką cenę za notoryczne przewlekanie postępowań, brak zdecydowania i pomysłów na polską armię. Wszystko to, co zostanie kupione w ramach największych przetargów, to sprzęt supernowoczesny. A taki nie leży na półce u producenta. Takie systemy „szyje się na miarę” i pod klienta. A to trwa. Najszybciej możemy dostać zalążki systemu obrony przeciwlotniczej, bo ta ma budowę modułową. Poszczególne baterie składa się ze sobą jak klocki. Gorzej będzie ze śmigłowcami, bo to prawdziwie ręczna robota. Nim produkcja ruszy pełną parą, będziemy dostawać je na sztuki. W przypadku okrętu podwodnego mówimy o latach.

A później potrzeba będzie jeszcze czasu, żeby wojsko się wyszkoliło na tym sprzęcie i nauczyło go używać. I to też są kolejne lata. To pewnie tłumaczy, dlaczego żarty się skończyły. A zaczęły zakupy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj