Świętowanie niepodległości na dwa sposoby
Nieszczęsny dar wolności
Tworzą się u nas dwie tradycje świętowania niepodległości i patriotyzmu: jedna jednocząca moralnie obywateli i druga wykluczająca i konfrontacyjna. Uważam to za zły obrót spraw publicznych.
Flickr CC by 2.0

Nie tak miało być. Ludzie dobrej woli od prezydenta po działaczy miejskich dołożyli starań, by 11 listopada był dniem radosnym i jednoczącym ludzi, nie na siłę, ale dobrowolnie. I do wieczora tak się działo. Niestety, po zmierzchu żulia znów popsuła nam święto niepodległości. Psucie zaczęło się od zadymiarzy wmieszanych w „Marsz Niepodległości” w Warszawie. Oburza mnie, że kolejny raz wybryki chuliganów rzuciły cień na Polskę. Nie oskarżam policji o to, o co należy oskarżyć chuliganów. Sprowokowali zamieszki, narażając Bogu ducha winnych ludzi na niebezpieczeństwo i demolując okolice Stadionu Narodowego.

Nie mówię, że zadymiarze to jedno ze środowisk współtworzących ten marsz, który jest nacjonalistyczną alternatywą względem Marszu dla Niepodległej pod patronatem i z udziałem prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. Nie mówię, bo kiedy piszę te słowa, jeszcze niewiele wiadomo o tym, kim są ci chuligani. Prawdopodobnie to rzeczywiście zadymiarze, żyjący dla potyczek z policją. Ale na tym sprawa się nie kończy.

Sam marsz uważam za problematyczny. Wolność nie powinna być bezbronna wobec wrogów wolności i demokracji. A marsz, choć tym razem organizatorzy zadbali, by nie wywołał zamieszek pod radykalnymi hasłami, a wielu jego uczestników miało zapewne dobre zamiary patriotyczne, ostrzem kieruje się przeciwko Polsce liberalno-demokratycznej i proeuropejskiej.

Jest manifestacją patriotyzmu zamkniętego, przeciwieństwem patriotyzmu otwartego dla wszystkich mieszkańców naszego kraju. Ten patriotyzm manifestował dziś prezydencki Marsz dla Niepodległej. Starają się go promować sam prezydent, premier Ewa Kopacz i część liderów politycznych.

Obawiam się, że PiS odciął się od marszu nacjonalistów nie dlatego, by przyłączyć się do prezydenckiego marszu ponad podziałami, ale dlatego, by nie ucierpieć wizerunkowo przed nadchodzącymi wyborami, a ucierpiałby (i ucierpiał wcześniej) przez to, że wielu Polakom kojarzył się z zadymami.

To miłe, że liderzy PiS złożyli dziś rano kwiaty pod pomnikiem Marszałka, przywdziawszy biało-czerwone wstążeczki, ale to za mało, by wychwalać Jarosława Kaczyńskiego. Przeciwnie, uważam za skandal polityczny, że PiS nie bierze udziału w uroczystościach Dnia Niepodległości pod patronatem państwa polskiego. Ten de facto bojkot odbiera wiarygodność pisowskiej retoryce patriotycznej. Państwo jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli RP, tej RP, innej nie ma.

Tworzą się u nas dwie tradycje świętowania niepodległości i patriotyzmu: jedna jednocząca moralnie (ale niekoniecznie politycznie czy konfesyjnie) obywateli, i druga – wykluczająca i konfrontacyjna. Uważam to za zły obrót spraw publicznych. Dar wolności ma wtedy sens, gdy wolność służy nam nie tylko do różnienia się, ale także do osiągania wspólnych celów. Wolność wyłącznie „od” musi być dopełniania wolnością „do”.

Prezes Kaczyński usunął właśnie z partii grupkę posłów kłamców i wyłudzaczy pieniędzy publicznych. Dobrze, ale czas na odważniejsze decyzje: podjęcie współpracy w sprawach dla państwa najważniejszych. W czasach pokoju nie ma lepszego dowodu na patriotyzm.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj