Razem z nowym rządem wraca IV RP
Do rządu trafili kluczowi politycy prawicy, a słowa uznania należą się specom od kampanii, którzy przez dłuższy czas stworzyli iluzję, że istnieje jakiś inny PiS. Z jakimś innym zasobem kadrowym.
Forum

Beata Szydło na konferencji prasowej odczytała 26 nazwisk ministrów. 15 z nich było w poprzednich rządach PiS na stanowiskach ministerialnych lub wiceministerialnych. Ciągłość z IV RP została zatem zachowana, bardziej nawet niż ciągłość z niedawną kampanią.
 
Kampanię starałem się bowiem śledzić uważnie, ale nie zauważyłem, żeby Antoni Macierewicz był przedstawiany jako przyszły minister obrony. Jak przez mgłę pamiętam wręcz, że jego przyszłość rządowa była kwestionowana, i to przez samą Szydło, a przyszła rzeczniczka rządu Elżbieta Witek odcinała się od słów Macierewicza, gdy ten porównał rządy PO z komunistami od Bieruta. A teraz mamy ministra od armii, co publicznie twierdził, że jesteśmy w stanie wojny z Rosją, by poprzestać na tym jednym przejawie jego aktywności.
 
„Nam więcej wolno” – taka była naczelna myśl stojąca za tą i innymi nominacjami. Kampanijny karnawał się skończył. W sumie trudno się dziwić, że do rządu trafili kluczowi politycy prawicy; słowa uznania należą się specom od kampanii, którzy przez dłuższy czas stworzyli iluzję, że istnieje jakiś inny PiS, z jakimś innym zasobem kadrowym. Copperfield nie powstydziłby się takiej sztuczki. Na PiS głosował co dziesiąty zwolennik PO z 2011 r. i co piąty wyborca PSL – ich przyciągnęła raczej Szydło niż Macierewicz. Ale to jest rząd Kaczyńskiego, nie Szydło, co jasno wyłożył przede mną choćby Michał Karnowski w miłującym PiS tygodniku „wSieci”.
 
I jak Szydło podpadnie, albo trzeba będzie ją wymienić z jakichkolwiek innych względów, to PiS się nie zawaha. Mamy premiera o bardzo słabej pozycji politycznej i nikłym autorytecie we własnej partii, co dobitnie pokazały pierwsze dni po wyborach. A jej rząd? Widać w nim kilka kręgów. Mocną pozycję zdobyły jastrzębie – postaci symboliczne dla PiS, choć, co ciekawe, niewywodzące się z zakonu PC: Macierewicz, Mariusz Kamiński (nominacja na szefa służb osoby skazanej nieprawomocnym wyrokiem to zresztą skandal) i Zbigniew Ziobro. Ci panowie mają z pewnością mnóstwo sił, bo w kampanii specjalnie się nie przemęczali.
 
Krąg drugi to druhowie partyjni Kaczyńskiego, pecetowcy z dziada pradziada. Adam Lipiński, Mariusz Błaszczak, Krzysztof Jurgiel, Krzysztof Tchórzewski, Jan Szyszko (który martwił się, że w Puszczy Białowieskiej gnije drewno, choć na tym właśnie polega istota puszczy; idealny kandydat na ministra środowiska) to ludzie, których prezes może być w 100 proc. pewien i którzy za tę lojalność zostali wynagrodzeni.
 
Krąg trzeci to ludzie bliżsi Szydło – szef MSZ Witold Waszczykowski, Henryk Kowalczyk, Paweł Szałamacha, Elżbieta Witek, Anna Zalewska.
 
Krąg czwarty tworzą ludzie ściągnięci z bliższej lub dalszej pisowskiej zagranicy: wicepremierzy – bezpartyjny Piotr Gliński, szef sojuszniczej partii Jarosław Gowin, szef BZ WBK Mateusz Morawiecki, a także Anna Streżyńska. Mają być ukłonem pod adresem wyborców centrowych, choć trudno uniknąć wrażenia, że Kaczyński głębiej pokłonił się swojemu żelaznemu elektoratowi.
 
Dźwięczy poza tym w głowie cytat z Kaczyńskiego, który swych przyszłych, hipotetycznych jeszcze ministrów tak opisywał w „Rzeczpospolitej”: „Nie wszyscy będą geniuszami, nie wszyscy będą nadzwyczajnie zdolni, ale będą zdyscyplinowani”. Nie wróży to najlepiej.
 
Mniej więcej wiadomo, jaki będzie ten rząd pod względem politycznym, ale zupełnie nie wiadomo, na ile będzie sprawny; jeśli wzorem będzie kancelaria Andrzeja Dudy, to pierwszej wpadki należy się spodziewać lada dzień.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj