Czy „GW” powinna pisać o aferze reprywatyzacyjnej w stolicy
Dylemat czystych rąk
Ujawnienie przez „Gazetę Wyborczą” warszawskiej afery reprywatyzacyjnej uderzyło politycznie w obóz demokratyczny. Nieujawnienie zaprzeczyłoby jednak jego wiarygodności. To część większego problemu.
Nie wiadomo, czy walcząc z populistami, należy stawiać na partie, czy raczej odwołać się do „siły bezsilnych”. I jak postępować wobec prawa?
Mirosław Gryń/Polityka

Nie wiadomo, czy walcząc z populistami, należy stawiać na partie, czy raczej odwołać się do „siły bezsilnych”. I jak postępować wobec prawa?

Opowiedzmy tę historię tak: ujawniając aferę reprywatyzacyjną, gazeta opozycyjna wobec rządu zagrażającemu demokracji liberalnej w Polsce uderza w ostatni bastion opozycji, otwierając populistom drogę do absolutnej władzy. A nie ma nawet gwarancji, że PiS, które nie chce powstania komisji śledczej na ten temat, zajmie się rozliczaniem winnych i zadośćuczynieniem ofiarom. Utrata Warszawy może zaś uruchomić domino, dzięki któremu PiS zdobędzie władzę nad samorządami i kontrolę nad całością finansów Polski. Żadna z sił krytykujących Hannę Gronkiewicz-Waltz nie posiada choć odrobiny realnego planu na przejęcie władzy w stolicy. „Gazeta Wyborcza”, Nowoczesna, lewica, ruchy miejskie uderzają w warszawski ratusz, z wypartą albo jasną świadomością, że otwierają drogę do władzy nie sobie, tylko PiS.

Przy tym Polska nie jest jedną z wielu demokracji liberalnych, gdzie toczy się mniej lub bardziej demokratyczna walka polityczna, ale państwem, dla którego demokracja liberalna jest jedyną gwarancją bezpieczeństwa. Radosław Sikorski ujął to tak: „Żeby zapewnić nam bezpieczeństwo, trzeba nieustannie budować na Zachodzie poczucie cywilizacyjnej jedności z Polską. I dlatego tak śmiertelnym zagrożeniem jest lekkomyślność tego rządu. Rząd polski wytwarza poczucie u naszych partnerów, że Polska jest jakaś inna i że nie jest normalną zachodnią demokracją. Przez 25 lat udawało nam się przekonywać zachodnich partnerów, że Polska jest koniecznym i pożądanym podmiotem europejskiej polityki. I że wobec tego poświęcanie się za Polskę jest czymś naturalnym, bo to jest kraj taki jak my. Teraz maszerujemy w odwrotną stronę” (rozmowa dla Wirtualnej Polski). Jeśli stawką jest nie tylko demokracja, ale i suwerenność państwa, co wolno, a czego nie wolno opozycji? Ojciec polskiej niepodległości Józef Piłsudski kiedyś poświęcił demokrację. Niepodległości i tak nie udało się zabezpieczyć, a mimo to autor zamachu stanu ma dziś tysiące pomników i ulic w całej Polsce.

A teraz opowiedzmy tę samą sytuację inaczej: Jeśli zależy „Gazecie Wyborczej” na obronie polskiej demokracji liberalnej, to nie mogła zachować się lepiej, ujawniając aferę reprywatyzacyjną. Kto upomina się o wolność słowa i piętnuje upartyjnienie mediów, sam musi dochowywać uczciwości dziennikarskiej. Kto piętnuje nieudolność, ignorancję i kolesiostwo rządu, temu nie wolno przymykać oka na nieudolność, ignorancję i kolesiostwo opozycji. Gdy rozmowa dotyczy faktów, a nie opinii, uczciwość dziennikarska musi być jak Temida, czyli pozostawać ślepa na to, w czyim interesie politycznym jest ujawnianie gorszących faktów. Dzięki temu nikt z PiS nie będzie mógł powiedzieć, że media liberalne od rządowych różni tylko nazwa partii, której sprzyjają. Media prorządowe stoją w szyku bojowym jak jedna zdyscyplinowana falanga. Tam nigdy nie doszłoby do ujawnienia afery obciążającej PiS, zwłaszcza gdyby od razu było jasne, jaki byłby skutek. „Gazeta Wyborcza” dała świadectwo prawdziwego przywiązania do wartości demokracji liberalnej. Doskonale pokazała, na czym polega różnica między demokratami i populistami. To może tylko wzmocnić morale obozu demokratycznego, co jest szczególnie ważne, gdy opozycji zostały głównie zasady.

Zdecyduj Czytelniku, która z tych wersji bardziej do Ciebie przemawia...

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj