Sprawa śmierci ojca ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Sąd uniewinnił lekarzy
Sąd uniewinnił czterech lekarzy oskarżanych przez Zbigniewa Ziobrę, jego matkę i brata, a także prokuraturę o to, że świadomie narazili Jerzego Ziobrę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.
Zbigniew Ziobro
Simona Supino/Forum

Zbigniew Ziobro

„Oceniając poprawność działań medycznych oskarżonych w czasie leczenia Jerzego Ziobry i poprawność podejmowanych względem tego pacjenta decyzji medycznych, sąd nie znalazł podstaw do stwierdzenia, że istnieje związek między tymi decyzjami i działaniami, a śmiercią Jerzego Ziobry” – tak sędzia Agnieszka Pilarczyk, uzasadniała, w piątek późnym wieczorem, wyrok. Dodała, że obszerny materiał dowodowy nie daje podstaw do przyjęcia, że doszło do błędu medycznego. Wyrok, który zapadł po prawie 11 latach postępowania, jest nieprawomocny.

Według sądu powikłania, które pojawiły się w trakcie leczenia i po zabiegu u Jerzego Ziobry, należy uznać, za „niepowodzenie lecznicze mieszczące się w granicach przyjętego ryzyka”. Sędzia Pilarczyk zwróciła uwagę, że w dokumentacji medycznej nie ma żadnego dowodu na to, że lekarze podjęli decyzję o odstawieniu leku zapobiegającego powstawaniu zakrzepicy, do której doszło u Ziobry. Oskarżyciele zarzucali lekarzom, że to właśnie między innymi z tego powodu pacjent zmarł. 

Sąd wszelkimi kosztami procesu, w tym kosztami opinii biegłych (ponad 370 tys. zł), obciążył Skarb Państwa. Pilarczyk zaznaczyła, że 5 sierpnia zeszłego roku już wprost zmieniono przepisy tak, że nie pozwalają obciążyć oskarżycieli subsydiarnych kosztami powyżej 300 zł. Na dodatek przyłączenie się do sprawy prokuratora (również dzięki zmianie przepisów zainicjowanej przez Ziobrę) spowodowało, że sprawa zmieniła się z prywatnoskargowej w sprawę o charakterze publicznym, a w takich sprawach w razie uniewinnienia koszty procesu ponosi skarbu państwa.

Adwokat oskarżycieli Adam Gomoła zapowiedział apelację: – Ten wyrok nie jest dla nas satysfakcjonujący, będziemy składać apelację po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Wdowa po Jerzym Ziobrze i jej synowie nie byli już obecni podczas ogłoszenia wyroku.

W stanowisku wdowy po Jerzym Ziobrze rozesłanym do mediów po wyroku czytamy, że zachwiał on jej wiarę w sprawiedliwość sądów. I zapewnia „dla mnie ten proces jeszcze się nie skończył”. Pisze też, że „w tym procesie nie chodzi tylko o wyjaśnienie przyczyn śmierci mojego męża, ale przede wszystkim o zagwarantowanie bezpieczeństwa innym pacjentom. Mojemu Mężowi już się nie zwróci życia, ale można jeszcze ocalić innych”. Mecenas Krzysztof Bachmiński, obrońca Dariusza D, mówił przed sądem, że żądania zakazu wykonywania zawodu przez uniewinnionych właśnie lekarzy oznaczają de facto likwidację II Kliniki Kardiologii w Krakowie.

Prof. Kardas, obrońca jednego z oskarżonych lekarzy podkreślał w sądzie, że wnioski prokuratora, który przyłączył się do procesu, czynią „z procesu o błąd w sztuce lekarskiej sprawę, w której medycyna była tylko narzędziem, by zabić Jerzego Ziobrę”.

Prokurator domagał się w piątek dla lekarza Dariusza D. dwóch lat bezwzględnego więzienia i zakazu wykonywania zawodu przez 5 lat. Dla pozostałych trzech lekarzy – więzienia od 1,5 roku do 2 lat w zawieszeniu, z czego dla dwóch z nich dodatkowo zakazu wykonywania zawodu przez pięć lat. Rodzina Ziobrów, występująca w procesie jako oskarżyciele posiłkowi, przychyliła się do wnioskowanej przez prokuratora kary. Z tym że dla lekarki, która w dniu śmierci Jerzego Ziobry pełniła dyżur, rodzina domagała się również zakazu wykonywania zawodu lekarza przez rok.

Sędzia uniewinniła w piątek lekarzy: ówczesnego kierownika II oddziału Kliniki Kardiologii i oddziału klinicznego szpitala prof. Jacka D., ówczesnego lekarza tego oddziału i wiceszefa pracowni hemodynamiki, a obecnie szefa II oddziału Klinicznego Kardiologii oraz Interwencji Sercowo-Naczyniowych prof. UJ Dariusz D., lekarkę dyżurną Katarzynę S. i ordynatora sali monitorowanej Andrzej K. Oskarżeni nie przyznali się do winy.

Pilarczyk: Moment, w którym sąd może próbować obronić się sam

Krystyna Kornicka-Ziobro w mowie końcowej (w części odczytanej przez jej syna Witolda) przed sądem stwierdziła, że nie liczy na „sprawiedliwy wyrok od tego sądu”. Twierdzi, że sąd okazywał jej arogancję i upokarzał ją. „Najlepszym tego przykładem była nagonka spowodowana moim niestawiennictwem na jedną z rozpraw”  – zarzucała Kornicka-Ziobro. Zapowiedziała też apelację od wyroku.

Sędzia Pilarczyk pod koniec krótkiego uzasadnienia wyroku mówiła, że w czasie jego ogłaszania waha się czy podnosić jeszcze jeden temat. – Z jednej strony należałoby milczeć uznając, że prawda obroni się sama, a z drugiej jest to jedyny taki moment, w którym sąd może próbować obronić się sam – mówiła sędzia. Wyjaśniła, że chodzi jej o to, że metody procedowania podczas tego procesu zostały przez Krystynę Kornicką-Ziobro porównane do metod PRL-u. Wdowa mówiła, że sędzia nasłała na nią policję, że nie potrafiła uszanować jej złego stanu zdrowia. – To bardzo poważny zarzut – mówiła Pilarczyk.

Sędzia przyznała, że prawdą jest, że sąd podjął próbę zapewnienia wdowie transportu medycznego, by mogła dotrzeć na rozprawę. Ale podkreśliła, że ewentualne skorzystanie z tego transportu było prawem oskarżycielki. Dodała, że ze strony sądu nie było żadnego przymusu. Pilarczyk podjęła te zabiegi, bo lekarz sądowy, od którego Kornicka-Ziobro przedstawiła zaświadczenie usprawiedliwiające jej nieobecność, wskazał, że jeśli sąd zapewni jej karetkę, to może ona uczestniczyć w rozprawie. Pilarczyk podkreśliła, że sąd nie mógł się z Kornicką-Ziobro skontaktować, bo nie odbierała od sądu telefonu, choć wcześniej nigdy nie było kłopotu kontaktem z nią. Dlatego sędzia poprosiła policję, aby ją o tym transporcie poinformowała. – Przy tej okazji policja ustaliła, że oskarżyciela przebywa Krakowie – relacjonowała sędzia Pilarczyk. Dodała, że wszystko to wiązało się z tym, że sąd z winy oskarżycieli (czyli rodziny Ziobrów) nie mógł rozpocząć procesu. Wcześniej z winy oskarżycieli odwołano trzy terminy rozpraw.

Na początku piątkowej rozprawy została odczytana decyzja sądu o odrzuceniu wniosku prokuratora o wyłączenie sędzi Agnieszki Pilarczyk z prowadzenia procesu. W piątek stanowisko w jej obronie ogłosiła Krajowa Rada Sądownictwa. O wyłączenie sędzi wnioskował prokurator Paweł Baca z wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej, który przyłączył się do procesu po stronie rodziny Ziobrów. Pilarczyk jest pomawiana przez prokuraturę katowicką, która wszczęła śledztwo o „przekroczenie przez nią uprawnień”, bo zamówiła za drogą (według prokuratury) uzupełniającą opinię medyczną. Zamiast odwołać się do sądu na te koszty, to – co jest rzeczą niespotykaną – wszczyna się śledztwo w sprawie sędziego. Sędzi grodzi zarzut karny za wykonywanie czynności procesowych.

Prokuratura umarzała śledztwo

Był 22 czerwca 2006 r. Jerzy Ziobro – 71-letni lekarz z Krynicy – przyjechał do kliniki kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jego syn Zbigniew był pierwszy raz ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w pierwszym rządzie PiS. Atmosfera była napięta: politycy grożą lekarzom, że weźmie się ich „w kamasze”. Ojciec ministra jest dla krakowskich lekarzy pacjentem szczególnym. Biegają wokół niego, starają się. 2 lipca, po północy, Jerzy Ziobro umiera. Miesiąc później brat ministra sprawiedliwości Witold Ziobro składa doniesienie do prokuratur na czterech lekarzy. Zarzut: narażenie ojca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

Prokuratura dwukrotnie umorzyła śledztwo w tej sprawie, nie dopatrując się winy lekarzy. Rodzinie Ziobrów przysługiwało więc już tylko prawo do wniesienia prywatnego aktu oskarżenia przeciwko lekarzom. W 2013 r. przed krakowskim sądem rozpoczął się proces z subsydiarnego aktu oskarżenia. Kiedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym został po raz drugi Zbigniew Ziobro, to do sprawy w 2016 r. przyłączył się prokurator z zamiejscowego wydziału Prokuratury Krajowej w Krakowie. Proces zaczął się więc toczyć w trybie z oskarżenia publicznego, a Ziobrowie stali się oskarżycielami posiłkowymi.

Powikłanie po zabiegu

Co się wydarzyło przez te 10 dni pobytu Jerzego Ziobry na oddziale Szpitala Uniwersyteckiego? Lekarze przeprowadzili koronarografię (badanie drożności tętnic w sercu). W trzech tętnicach stwierdzili zwężenia. Kardiolodzy mieli do wyboru dwie drogi: stentowanie, czyli wszczepienie sprężyny rozszerzającej tętnicę, albo wszczepienie by-passów. Wybierają to pierwsze. W czasie tego pobytu w szpitalu chory miał cztery koronarografie i dwa zabiegi stentowania. Za drugim razem doszło do powikłań. Tuż przed północą wezwani na pomoc oskarżeni dziś lekarze, którzy mieli wtedy wolne, jeden z Rzeszowa, drugi zaraz po dyżurze, przyjeżdżają do krakowskiego szpitala.

Zdążyli, jednak Jerzy Ziobro umarł. Lekarze stwierdzili, że zamknięte przez skrzepy stenty doprowadziły do zawału. „Powstanie skrzepu w stencie po zabiegu to powikłanie statystyczne. Na stu pacjentów dotknie jednego. „Śmierć tego człowieka kilka dni po zabiegu to tragiczne zrządzenie losu, a nie wynik naszych błędów” – mówił jeden z oskarżonych. 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj