Echa wypadku kolumny rządowej. Minister Błaszczak niezmiennie z siebie zadowolony
Szef MSWiA jest zadowolony mimo kolejnej wtopy – tym razem z udziałem samej swojej szefowej.
Czy minister Mariusz Błaszczak powinien zostać zdymisjonowany?
P.Tracz/Kancelaria Prezesa RM

Czy minister Mariusz Błaszczak powinien zostać zdymisjonowany?

Minister spraw wewnętrznych – jako osoba odpowiedzialna za stan ochrony najważniejszych osób w państwie – po oświęcimskim wypadku rządowej kolumny, w którym ucierpiała pani premier, powinien z troską pochylić się nad stanem Beaty Szydło.

Tymczasem bezceremonialnie ogłosił, że nie obawia się żadnych kontroli w BOR (apeluje o nie opozycja). Ba, opozycję właśnie oskarżył o nakręcanie agresji, po czym zaapelował o „wyważone komentarze” i „nieeskalowanie napięć” na temat ostatniej kolizji.

BOR do reformy

Tym samym wyraźnie chce zasugerować, że – jak zwykle zresztą – sobie nie ma nic do zarzucenia.

Tymczasem to skutkiem jego działań jest karuzela kadrowa w Biurze Ochrony Rządu, symbolizowana nie tylko odchodzeniem ze służby wielu funkcjonariuszy, ale i faktem, że struktura ta de facto nie ma obecnie przełożonego. Oto w styczniu do dymisji podał się szefujący tej służbie od grudnia 2015 r. gen. Andrzej Pawlikowski (Błaszczak utrzymuje, że powodem były względy zdrowotne). Od tego czasu firmą zarządza płk Tomasz Kędzierski – ma on jednak jedynie status „pełniącego obowiązki”.

Konieczność radykalnych zmian w BOR Błaszczak uzasadnia Przyczyną Pierwszą, bo taką przecież w filozofii i frazeologii jego obozu są zaniedbania, jakie zdaniem ministra miało popełnić Biuro przed katastrofą smoleńską. Prowadzona przez niego reforma/rewolucja na razie ogranicza się jednak tylko do wymiany oficerów.

O zapowiadanej nowej ustawie regulującej ochronę państwowych VIP-ów i profesjonalizację (jak to ujmuje jej inicjator) służby wiadomo na razie niewiele. Sam minister mówił niedawno, że „prace trwają”, a on „nie stawia terminu zakończenia”, bo projekt musi być dobrze przygotowany. Teraz (już po wypadku) jego zastępca zdradził między innymi, że etosem firma będzie teraz nawiązywać do… niepodległościowej tradycji Armii Krajowej.

Zmieniona będzie też jej nazwa – być może na Narodową (oczywiście) Służbę Ochrony. Podwojona ma zostać liczebność funkcjonariuszy (o ile ministerstwo finansów da pieniądze).

NSO ma też uzyskać prawo do czynności operacyjno-rozpoznawczych. Wprowadzone miałyby też zostać… badania wariografem. Czy takie sprawdzanie prawdomówności miałoby dotyczyć samych oficerów? Jeśli tak, to oznaczałoby, że obecna ekipa obawia się, iż potencjalni zamachowcy będą próbowali zaatakować w najbardziej perfidny z możliwych sposobów. Albo też zakłada, że oficerowie ochrony muszą podzielać poglądy ochranianych polityków – i traktuje to jako atrybut wierności na wypadek każdej sytuacji (na przykład zmiany władzy).

Opozycja w związku z oświęcimskim wypadkiem zażądała dymisji Mariusza Błaszczaka. Prawdę mówiąc, było już ku temu w przeszłości wiele innych powodów. Może nawet poważniejszych. Na odcinku BOR widać bowiem najwyżej amatorszczyznę ministra połączoną z charakterystycznym dla niego ideologicznym zacietrzewieniem, bufonadą i bezczelnością.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj