Eksperci Macierewicza: Na pokładzie tupolewa był wybuch. Lasek na to: To teorie z tandetnych filmów
Podkomisja do spraw ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, której przewodniczy dr Wacław Berczyński, przygotowała film, w którym przedstawiła swoje ustalenia.
Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych
Krystian Maj/Forum

Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych

„Ostatnia faza tragedii w Smoleńsku spowodowana była eksplozją, do której doszło w kadłubie i która zniszczyła samolot, rozbijając go na fragmenty i dziesiątki tysięcy odłamków, równocześnie zabijając pasażerów” – poinformowała podkomisja w rocznicę katastrofy smoleńskiej. „Z olbrzymim zdziwieniem to oglądałem. To pomieszanie faktów i mitów” – komentował w radiu TOK FM dr Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

„Zastanawiałem się, do czego dojdzie ta grupa amatorów wybrana przez ministra Macierewicza. Widzę, że jest chaos, niezrozumienie albo – co gorsza – świadome manipulowanie i kłamanie” – mówił.

Dodał, że „podchodząc do tego z powagą, można powiedzieć, że rejestrator głosu nie zarejestrował odgłosu wybuchu. Zarejestrował za to krzyki załogi i pasażerów do momentu zderzenia się z ziemią”. Lasek mówił też, że rejestrator parametrów lotu nie zapisał skoku ciśnienia, który byłby spowodowany wybuchem bomby termobarycznej.

Lasek cierpliwie tłumaczy od wielu miesięcy, i powtórzył to też dziś, że nie było żadnych śladów materiałów wybuchowych, a samolot był sprawdzony pod kątem pirotechnicznym. „Nie ma żadnych dowodów na to, że do tego wypadku doszło w wyniku detonacji” – prostował rewelacje podkomisji dr Lasek.

Po obejrzeniu dzisiejszej konferencji ekspertów Macierewicza pytał Lasek retorycznie: „Czyli najpierw załoga była naprowadzana na śmierć, a potem jeszcze spowodowano eksplozję bomby? Z takimi teoriami można się spotkać w tandetnych filmach klasy C, a od osób, które są zatrudnione przez MON do ponownego wyjaśnienia tej katastrofy, od osób z tytułami profesorskimi, oczekiwałbym większego szacunku do faktów”.

Ludzie Macierewicza uderzają w polskich pilotów

Oprócz tezy o eksplozji eksperci Macierewicza na przedstawionym dziś filmie utrzymują, że rosyjscy kontrolerzy celowo podawali polskim pilotom złe dane.

Według Laska film pogrąża raczej polskich pilotów. „Nie spodziewałem się, że w tej narracji przedstawi się ich jako bezwolne marionetki, które wykonują polecenia wieży, mimo że wszystkie dokumenty wskazują, że piloci nie mają prawa zejść poniżej minimalnej wysokości zniżania, jeżeli nie zobaczą ziemi. A tu słyszymy, że piloci oczekiwali na komendę odejścia na drugi krąg” – wyjaśniał Lasek.

Eksperci Macierewicza nie byli w Smoleńsku

Szczątki samolotu – według ekspertów, którym przewodzi Berczyński – znaleziono 45 merów przed brzozą. To według Laska też jest wielką manipulacją. „Najpierw mówiono, że szczątki, ale pokazano jeden, który został znaleziony dwa lata po wypadku. Nie został on znaleziony ani przez członków komisji, ani archeologów. Ten znaleziony kawałek blachy ma mniej niż 18 cm” – mówił Lasek.

Laskowi trudno uwierzyć, że dziś komisja Macierewicza, choć nie było jej na miejscu zdarzenia, uważa, że wyciąga lepsze, właściwsze wnioski. Mimo że badania prowadzi „wirtualnie, z daleka, na podstawie swoich doświadczeń, których nie mają, bo żaden z nich nie badał wypadku lotniczego”.

„Skrzydło odpadło, a eksperyment robią na małym kawałku pokrycia, który zrzucają z drona. To innowacyjne podejście do badania wypadków lotniczych” – dziwił się Lasek w TOK FM.

 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj