Ekshumacja gen. Sikorskiego: IPN bada, czy został zamordowany
25 listopada eksperci z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego wykonają ekshumację szczątków gen. Władysława Sikorskiego. Następnego dnia odbędzie się ich uroczyste ponowne złożenie w krypcie św. Leonarda na Wawelu.

- Będziemy działali ekspresowo - tłumaczy Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN, którego katowicki oddział prowadzi od września śledztwo dotyczące tajemniczych okoliczności śmierci premiera w 1943 r. Trumna zostanie wydobyta z granitowego sarkofagu w krypcie św. Leonarda na Wawelu za pomocą specjalnego podnośnika (co potrwa ok. 8 godzin), a następnie pod eskortą policji trafi do krakowskiego zakładu medycyny sądowej. Tam trzy ekipy lekarzy przeprowadzą badania DNA, histopatologiczne i tomografię komputerową. - Posiadamy materiał DNA od krewnej generała i w pierwszej kolejności sprawdzimy, czy w trumnie znajdują się rzeczywiście jego szczątki - mówi Aleksander Głazek, dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych. Prof. Małgorzata Kłys z Zakładu Medycyny Sądowej UJ: - Jesteśmy przygotowani do badań. Nasz zakład był wcześniej odpowiedzialny za porządkowanie grobowców królewskich. Przyznaję, że jakość wyników będzie zależała od tego, co zastaniemy w trumnie.

26 listopada szczątki gen. Sikorskiego - ubrane w nowo uszyty mundur i włożone do nowej trumny - spoczną z powrotem w sarkofagu, tuż obok Tadeusza Kościuszki i Jana III Sobieskiego. - Wreszcie generał zostanie pochowany należycie, a nie w slipach i koszulce. Przygotowaliśmy dwa mundury typu brytyjskiego z oryginalnymi guzikami i orzełkiem na czapeczce. To stuprocentowa kopia prawdziwego munduru generała z Muzeum Wojska Polskiego - mówi Krzysztof Kłoskowski z firmy Hero Collection, która uszyła ostatnio filmowy mundur dla Brada Pitta. 

Poniżej przedstawiamy artykuł historyka prof. Jacka Tebinki z Uniwersytetu Gdańskiego opublikowany w POLITYCE 25 listopada 2000 r. o okolicznościach śmierci generała Sikorskiego i zatajonych dokumentach w tej sprawie. 

Dwie teczki 

Od lat gorące dyskusje w Polsce wzbudza dostępność w brytyjskim archiwum państwowym (Public Record Office - PRO) dokumentów dotyczących śmierci generała Władysława Sikorskiego. Ustalenia komisji RAF, które w 1943 r. przekazano rządowi polskiemu, miały zostać początkowo odtajnione po 50 latach. Odtajniono je wcześniej, ale nie wszystkie.

Ujawnione w 2000 r. dokumenty rządu brytyjskiego dostarczają sensacyjnej zdawałoby się informacji, że w latach sześćdziesiątych nie wymieniony z nazwiska uciekinier z KGB przekazał brytyjskiemu wywiadowi informację o odpowiedzialności NKWD za śmierć generała Władysława Sikorskiego w Gibraltarze 4 lipca 1943 r. Dokument opatrzony klauzulą Top Secret zamknięto na 30 lat w archiwach. Informacja o wątku radzieckim nie wyjaśnia jednak przekonywająco przyczyn katastrofy samolotu polskiego premiera.

Różnorodne oskarżenia i pogłoski towarzyszą katastrofie w Gibraltarze od lata 1943 r. Pierwszego winnego znalazła propaganda Goebbelsa, oskarżając o zamordowanie polskiego Naczelnego Wodza premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla. Jakoby usunął on Sikorskiego, ponieważ przeszkadzał dobrym stosunkom Londynu z ZSRR. Ta kampania propagandowa legła u źródeł oficjalnego brytyjskiego komunikatu, który wykluczał możliwość sabotażu, choć jednocześnie śledztwo RAF nie dało jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o przyczyny rozbicia się Liberatora, którym leciał generał.

Obwinianie Churchilla o śmierć Sikorskiego nie skończyło się z chwilą upadku III Rzeszy. W Polsce podobne bałamutne tezy z upodobaniem upowszechniali dwaj autorzy: Jerzy Klimkowski i Stanisław Strumph-Wojtkiewicz. Z niezmienną cierpliwością demaskował je nieżyjący już Olgierd Terlecki, jeden z najlepszych znawców wojennych losów generała Sikorskiego.

Kiedy w 1967 r. dramaturg niemiecki Rolf Hochhuth uczynił z postaci brytyjskiego premiera zabójcę Sikorskiego w sztuce „Soldaten" (Żołnierze), podążał jedynie dawno już wytyczonym szlakiem. Sztuka „Soldaten" dotarła na londyńskie sceny teatralne w 1968 r., nie ciesząc się wielkim zainteresowaniem publiczności, za to wzbudzając oburzenie rodziny i przyjaciół Churchilla. Rok wcześniej w Wielkiej Brytanii ukazała się książka Davida Irvinga „Accident", której polskie tłumaczenie zostało wydane dopiero w 2000 r.

Aktywności obu autorów towarzyszyły publikacje w prasie brytyjskiej (w grudniu 1968 r.). One właśnie spowodowały, że laburzystowski premier Wielkiej Brytanii Harold Wilson poprosił o informacje dotyczące sprawy śmierci Sikorskiego sekretarza swojego gabinetu Sir Burke'a Trenda, który pełnił zarazem ważną funkcję koordynatora służb specjalnych. Trend powiedział (23 grudnia 1968 r.) Wilsonowi, iż były wprawdzie dwie próby uszkodzenia samolotu Sikorskiego w 1942 r., ale katastrofa w Gibraltarze spowodowana była mechaniczną awarią. W dalszym ciągu Wilson polecił Trendowi sprawdzenie, czy można wcześniej ujawnić materiały komisji RAF, która badała przyczyny katastrofy w 1943 r.

W tej kwestii zwrócił się do Wilsona w styczniu 1969 r. parlamentarzysta Partii Pracy Woodrow Wyatt. Pragnął on zadać premierowi w Izbie Gmin pytanie, czy można utworzyć nową komisję RAF, która zajęłaby się wyjaśnieniem przyczyn śmierci Sikorskiego w celu oczyszczenia dobrego imienia Churchilla. Regulamin Izby Gmin nie dopuszczał jednak do stawiania zapytań poselskich o wydarzenia historyczne, z którymi urzędujący gabinet nie miał nic wspólnego. By obejść tę regulaminową przeszkodę, Wyatt zaproponował Wilsonowi, iż skieruje do niego list zawierający pytanie, którego nie pozwolono mu zadać, a następnie zapyta w Izbie Gmin o to, kiedy otrzyma odpowiedź na swój list.

17 stycznia 1969 r. premier rozmawiał po raz kolejny z Sir Burke'em Trendem. Koordynator służb specjalnych nie otrzymał jeszcze raportu, który miały przygotować wspólnie ministerstwo obrony, MI6 oraz MI5, zapewnił jednak Wilsona, iż nie znaleziono żadnych śladów, które potwierdziłyby oskarżenia pod adresem Churchilla i przypomniał raz jeszcze wyniki dochodzenia z 1943 r., kiedy to wykluczono możliwość sabotażu.

Zgodnie z wcześniejszymi uzgodnieniami Wyatt zapytał (11 lutego) w Izbie Gmin o losy swojego listu, w którym podnosił problem ponownego wszczęcia przez ministerstwo obrony śledztwa w sprawie śmierci Sikorskiego. Premier Wilson odrzucił taką możliwość z powodu - jak powiedział - braku jakichkolwiek nowych dowodów w sprawie i uznał, że nie ma potrzeby wcześniejszego, niż przewiduje obowiązujący termin, odtajnienia dokumentów z prac komisji RAF w 1943 r. Cztery dni przed odpowiedzią, jakiej udzielił Wyattowi w parlamencie, Wilson otrzymał dwuczęściowy raport przygotowany przez koordynatora służb specjalnych. Dokument zatytułowano: „Generał Sikorski" i opatrzono klauzulą Top Secret (ściśle tajne), nadawaną z reguły w przypadku, gdy w tekście znajdują się odniesienia do analiz przygotowanych przez służby specjalne.

Z dokumentu wynika, iż taktyka przyjęta przez władze brytyjskie polegała na ignorowaniu sztuki „Soldaten" oraz wypowiedzi Hochhutha i Irvinga. Nie zamierzano poprzez publiczną polemikę nadawać im jakiegokolwiek znaczenia. Z drugiej strony podjęto zakulisowe działania mające na celu wsparcie obrony dobrego imienia Churchilla. Polegały one na potajemnym dostarczeniu jego wnukowi, a także argentyńskiemu autorowi Carlosowi Thompsonowi materiałów, które pomogłyby odeprzeć zarzuty Hochhutha i Irvinga. Owocem tych wysiłków było ukazanie się w 1969 r. książki Thompsona „The Assassination of Winston Churchill" (Zabójstwo Winstona Churchilla), w której krytycznie odniósł się on do oskarżeń Hochhutha w sztuce „Soldaten".

Ocena motywów działań Hochhutha i Irvinga przez władze brytyjskie nie była jednoznaczna. W MI5 podejrzewano, choć nie posiadano dowodów, że poczynania obu autorów wpisywały się w strategię ZSRR: podkopywaniu spoistości Zachodu w przeciwstawianiu się komunizmowi służyć miałoby oskarżenie Churchilla o zabójstwo Sikorskiego. Teza ta wydaje się jednak dosyć wątpliwa. O realizację takiej polityki trudno było oskarżać Irvinga, któremu już wówczas zarzucano faszystowskie powiązania. Z kolei sam fakt, że w tym czasie Hochhuth pracował nad kolejnym dramatem pt. „Jak obalić od wewnątrz rząd USA", nie uzasadniał tezy, iż współdziałał on z planami politycznymi Moskwy. Fala młodzieżowej rewolty o lewackim nastawieniu, która w 1968 r. przeszła przez świat zachodni, stwarzała doskonały klimat do tak radykalnych pomysłów twórczych.

Brytyjskie władze nie zamierzały wszczynać ponownie oficjalnego śledztwa w sprawie katastrofy w Gibraltarze ani też publikować raportu komisji RAF z 1943 r., gdyż obawiały się, że słabości tego raportu mogą być wykorzystane wbrew brytyjskim interesom. Nie oznaczało to jednak, aby Brytyjczycy odrzucali pierwotną wersję wypadku. Trend konstatuje, że co prawda raport komisji RAF nie daje całkowitego uzasadnienia konkluzji wykluczającej sabotaż, tym bardziej iż stwierdzono nieprawidłowości w ochronie przez wartowników samolotu, ale wydobyte w 1943 r. z dna kluczowe części Liberatora nie miały śladów sabotażu.

Raport dla premiera Wilsona przynosi jednak wyjaśnienie innej sprawy, która zastanawiała wielu autorów. Otóż przez lata podejrzewano, tak też twierdził Irving, że na pokładzie samolotu znajdowało się dwóch pracowników brytyjskiego wywiadu. Ustalenia z 1969 r. ponad wszelką wątpliwość rozwiewają ten mit: zidentyfikowano obu pasażerów. Walter Lock był przedstawicielem ministerstwa transportu w Zatoce Perskiej, a Harry Pinder szefem stacji telegraficznej Royal Navy w Aleksandrii. Obaj nie mieli powiązań z brytyjskim wywiadem i znaleźli się na pokładzie samolotu Sikorskiego w Kairze, ponieważ były w nim wolne miejsca.

Najbardziej sensacyjnie brzmi paragraf 15 raportu dla premiera Wilsona: „Należy zaznaczyć, iż uciekinier z KGB domniemał dwa lub trzy lata temu, że Sikorski został zamordowany przez NKWD. Jednakże uciekinier nie chciał rozwinąć tego twierdzenia i przedstawić jakichkolwiek dowodów. Jeśli informacja ta byłaby prawdziwa, oznaczałoby to, że Rosjanie działają z pozycji siły, ponieważ jako jedyni wiedzą, co się stało w Gibraltarze. (Ten raport uciekiniera jest sprawą bardzo delikatną i nie można o nim wspominać publicznie)". Na podstawie tych niepełnych i mało precyzyjnych informacji nie można jednak ustalić, kim był ów uciekinier z KGB i zweryfikować prawdziwości jego słów. Trzeba podkreślić, iż „rosyjski ślad" był wyraźnie wątkiem ubocznym raportu i brytyjskie służby specjalne nie brały go poważnie pod uwagę.

W raporcie nie pojawia się nazwisko oficera MI6 Kima Philby, który w 1943 r. był szefem sekcji kontrwywiadu tej organizacji na Półwyspie Pirenejskim, jako ewentualnego podejrzanego. Tu trzeba stwierdzić, że Philby przypominał raczej urzędnika pracującego za biurkiem i nie był człowiekiem od „mokrej roboty". W czasie wojny hiszpańskiej Moskwa rozważała powierzenie mu zadania zabicia generała Franco, ale prowadzący go oficer z NKWD odrzucił ten pomysł, argumentując, iż Philby - wówczas korespondent „Times'a" - zupełnie się do takiej misji nie nadaje. W 1943 r. jego rola polegała przede wszystkim na dostarczaniu Rosjanom tajnych dokumentów. Nigdy też nie kierował siatką szpiegowską poza osłanianiem swoich agenturalnych kolegów, brytyjskich dyplomatów Donalda Macleana i Guy'a Burgessa.

Odmowa Wilsona w Izbie Gmin powołania nowej komisji śledczej nie zamknęła całej sprawy. David Irving wystosował 13 lutego 1969 r. dziesięciostronnicowy list do premiera Wielkiej Brytanii, w którym podważał kompetencje członków komisji RAF i relację pilota Prchala, który jako powód katastrofy podał zablokowanie sterów. Ponownie problemem zajął się Sir Burke Trend. Brytyjscy urzędnicy doszli do wniosku, iż w liście Irvinga nie ma nic nowego, co pozwalałoby wznowić śledztwo. Stwierdzili, że brak jest nowych dowodów, a świadkowie starsi o 26 lat nie dają większych nadziei na nowe wiarygodne ustalenia.

 

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj