Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Klasyki Polityki

Marsz Niepodległości

Bezkonkurencyjnymi mistrzami Europy w dziedzinie manifestacji ulicznych są Francuzi.
Universal History Archive/Corbis

Rozbawiło mnie ogromnie powszechne, a co jeszcze śmieszniejsze – chyba rzeczywiście szczere, oburzenie w Polsce na burdy wywołane przez uczestników tak zwanego Marszu Niepodległości w Warszawie 11 listopada 2014 r. A czegóż się władze spodziewały? Że tysiące ludzi będą iść sobie grzecznym spacerkiem, popychając przed sobą wózeczki z przyszłościami narodu? Przecież do tego nie potrzeba manifestacji. Wystarczy pójść do Łazienek z małżonką i pokarmić łabędzie. Jak pisał Boy-Żeleński:

„Podaj mi ramię magnifice
I jazda z nią na ulicę.
Oczywista, że i dziatki
Śpieszą obok swego tatki.
Przodem Maryjka, a za nią
Klementynka, Brzuś i Franio…”.

Bezkonkurencyjnymi mistrzami Europy w dziedzinie manifestacji ulicznych są Francuzi. Dziennik „Le Parisien” podaje co tydzień, a nawet częściej (żeby czytelnik uniknął korków i innych nieprzewidzianych okoliczności), które ulice nadsekwańskiej stolicy będą w najbliższych dniach zablokowane przez pochody bojowych demonstrantów. Czerpiąc z francuskich doświadczeń, mogłyby się władze polskie dowiedzieć, że manifestacje uliczne są ZAWSZE PRZECIW komuś lub czemuś. Pochód hodowców orchidei nie wzywa do wąchania swoich ślicznych kwiatków, ale potępienia sprzedawców i producentów środków mogących zaszkodzić roślinie. Oczywiście wielbiciele orchidei są stosunkowo mało liczni i mają ograniczony program, więc zbiją tylko parę szyb w kwiaciarniach przenoszących tulipany nad ich faworytki.

Co innego, kiedy rusza wielka katolicka demonstracja przeciw małżeństwom homoseksualnym. Tutaj już waga wydarzenia jest taka, że szkło rozbitych witryn musi ścielić się po chodnikach. Ani przez chwilę nie oskarżam poczciwych ojców i matek tradycyjnych rodzin do prowokowania zamieszek (do XVIII w.

Polityka 47.2014 (2985) z dnia 18.11.2014; Felietony; s. 104
Reklama