Czy „Wataha 2” przyciągnie widzów przed ekrany
Uchodźcy w Bieszczadach
Dziejący się na bieszczadzkiej granicy Unii Europejskiej nasz eksportowy serial „Wataha” trafia w gorący temat migracji.
„Wataha” jest chyba pierwszym polskim serialem, o którego kontynuacji zadecydowały w dużym stopniu rozwój sytuacji na świecie i pozytywne recenzje poza granicami Polski.
Krzysztof Wiktor/HBO

„Wataha” jest chyba pierwszym polskim serialem, o którego kontynuacji zadecydowały w dużym stopniu rozwój sytuacji na świecie i pozytywne recenzje poza granicami Polski.

Zima nadeszła nie tylko w „Grze o tron”. Także we właśnie startującym w HBO drugim sezonie „Watahy”, nakręconym w Bieszczadach trzy lata po emisji pierwszego. Straż graniczna odkrywa w jednym z nieużywanych pieców do wypalania drewna w górach zwłoki 20 osób, najpewniej przemyconych nielegalnie przez zieloną granicę. To ściąga w Bieszczady oficera ABW (Grzegorz Damięcki), oficjalnie pod pozorem badania wątku terrorystycznego. Śledztwo ma poprowadzić znana z poprzedniego sezonu prokurator Iga Dobosz (Aleksandra Popławska) – wraca w Bieszczady niechętnie, mając w pamięci dochodzenie sprzed czterech lat, które zawaliła. Sprawcy wybuchu, w którym zginęli pogranicznicy, nie zostali schwytani, a ocalały z katastrofy Wiktor Rebrow (Leszek Lichota) zniknął. Siedzieć poszedł tylko lokalny król przemytu Kalita (Mariusz Saniternik). Po wyjściu z więzienia odkrywa, że wyrośli mu nowi, dużo groźniejsi następcy i konkurenci z obu stron granicy.

Nowe śledztwo łączy się z tym sprzed czterech lat, wracają stare sprawy i starzy bohaterowie, niektórzy z bardzo daleka, nawet zza grobu. W kryjówce Rebrowa w górach zjawia się nielegalnie przekraczająca granicę Alsu (Anna Donchenko) z synem i niebezpiecznymi tajemnicami, a w bieszczadzkich dolinach narastają antyuchodźcze i ksenofobiczne nastroje.

W drugiej serii, reżyserowanej przez Kasię Adamik i twórcę „Ostatniej rodziny” Jana P. Matuszyńskiego, ważnym tematem jest tropienie. Bieszczadzcy pogranicznicy zorganizowali scenarzystom krótki kurs, dzieląc się doświadczeniami, jakie przekazali im Indianie z Arizony pracujący na co dzień na granicy amerykańsko-meksykańskiej.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj