Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kultura

Zapach, brat oddechu

Fot. Gutek Film Fot. Gutek Film
Tom Tykwer, reżyser niemiecki, na „Pachnidło” wydał aż 50 mln euro, ale nie zmarnował pieniędzy. W kinie naprawdę pachnie.
Pachnie ruda dziewczyna z mirabelkami, pachnie pracownia mistrza Baldiniego, pachną lawendowe pola Grasse. Najpierw jednak poczujemy mniej przyjemne zapachy. Wprawdzie film zaczyna się inaczej niż powieść, mianowicie sceną przygotowań do egzekucji Grenouille’a, ale to tylko zapowiedź finału i po chwili wracamy do początku opowieści, czyli do XVIII-wiecznego Paryża. Ściślej zaś na paryski targ rybny, najbardziej cuchnące miejsce na świecie, jak pamiętamy z książki Suskinda, której szóste wydanie właśnie się w Polsce ukazało (zbieżność z datą premiery filmowej nieprzypadkowa). Na planie u Tykwera pracowała 60-osobowa „brygada syfiarzy”, której zadaniem było przygotowanie odpowiednio odrażających miejskich plenerów. Jak widać i czuć, brygada wykonała powierzone jej zadanie.

To właśnie na targu, w brudzie, pośród resztek gnijących odpadów, przychodzi na świat niechciane dziecko straganiarki. Scena porodu pokazana jest bardzo naturalistycznie, włącznie z nożem do oprawiania ryb, którym rodząca przecina pępowinę. Matka, która chciała porzucić dziecko, zostanie wkrótce stracona, zaś jej potomek znajdzie schronienie w przytułku, rozpoczynając żywot człowieka upokorzonego. Jest brzydki, niepozorny, ale jednocześnie wyjątkowy: sam pozbawiony zapachu, ma zarazem absolutny wręcz węch, za pomocą którego poznaje świat. Kolekcjonuje zapachy, zna ich setki tysięcy, kiedy zaś dorasta, zaczyna marzyć o stworzeniu zapachu wyjątkowego – takiego, za pomocą którego będzie mógł wpływać na ludzkie zachowania. Wie bowiem, że nie ma ucieczki przed zapachem („Zapach jest bowiem bratem oddechu”). Pragnie zatem stać się „wszechmogącym Bogiem zapachu”. Dzieło swego życia tworzy cierpliwie i systematycznie, poznając najpierw tajniki perfumiarskiego fachu, a następnie kolekcjonując zapachy pięknych dziewic, które morduje.

Polityka 2.2007 (2587) z dnia 13.01.2007; Kultura; s. 65
Reklama