Recenzja filmu: "Zero", reż. Paweł Borowski
Zero
Pod względem nagromadzenia osób dramatu „Zero” jest osiągnięciem rekordowym.

Gdzie to się dzieje? Rozpoznajemy warszawskie plenery, ale za chwilę widać, że jesteśmy w Łodzi, przyjmijmy więc, że to duże polskie miasto, niewymienione z nazwy. Jeszcze trudniej odgadnąć, kto tu jest głównym bohaterem. Bohaterów jest bowiem kilkunastu, a z drugim planem chyba kilkudziesięciu. Jeżeli widz chce się pobawić, może dokładnie policzyć. Tak czy inaczej pod względem nagromadzenia osób dramatu jest „Zero” osiągnięciem rekordowym. Paweł Borowski nie tylko idzie śladem Roberta Altmana, specjalisty od tego rodzaju wielowątkowych historii, ale najwyraźniej próbuje mistrza prześcignąć. Absolwent warszawskiej ASP, znany dotychczas głównie jako autor filmu animowanego „Kocham cię” i rysunków zamieszczanych w „Gazecie Wyborczej”, udowodnił, że jest reżyserem sprawnym, w niczym nieustępującym kolegom po szkołach filmowych. Pomogli mu aktorzy, zarówno już dobrze znani – Robert Więckiewicz, Marian Dziędziel, Roma Gąsiorowska – ale też pokazujący się dotychczas głównie w teatrze – np. Aleksandra Popławska, Agnieszka Podsiadlik, Gabriela Muskała, Maria Maj. Akcja filmu rozwija się bardzo płynnie: w centrum uwagi jest postać A, następnie pojawia się w kadrze postać B, i po chwili kamera podąża już za nią, potem pokaże się C itd. Mimo tej mnogości wątków widz ani przez chwilę nie ma wrażenia chaosu, gdyż po pewnym czasie poszczególne elementy mozaiki zaczynają układać się w logiczną całość. Wszystko dzieje się w ciągu 24 godzin, w czasie tej jednej doby w życiu każdego z bohaterów wydarzy się coś ważnego, co wpłynie na jego dalsze losy. Mąż biznesmen zleca detektywom śledzenie niewiernej żony, starsza kobieta korzysta z usług płatnego kochanka, gwiazdka porno dowiaduje się, że jest w ciąży, matka potrzebująca pieniędzy na przeszczep dla dziecka przekona się, że miłosierdzie nie zawsze jest bezinteresowne... Oto świat, w jakim żyjemy – w coraz większym pośpiechu, coraz bardziej byle jak. Może to nie odkrywcze, ale dobrze opowiedziane.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj