Recenzja filmu: "Wyspa skazańców", reż. Marius Holst

Skazani na Bastøy
„Wyspa skazańców” wciąga, uwodzi, może się podobać, a nawet wytrzymuje porównania z takimi hollywoodzkimi widowiskami jak „Skazani na Shawshank”.
Chłopcy z ośrodka pracy przymusowej na norweskiej wyspie Bastøy.
Alter Ego Pictures/materiały prasowe

Chłopcy z ośrodka pracy przymusowej na norweskiej wyspie Bastøy.

Zakład poprawczy, sadystyczni wychowawcy, bunt osadzonych. Każdy kiedyś widział film na podobny temat. Mimo znajomej fabuły, postaw, które stosunkowo łatwo dają się rozszyfrować, rozdzierających serce dramatów niewinnie skazanych, „Wyspa skazańców” wciąga, uwodzi, może się podobać, a nawet wytrzymuje porównania z takimi hollywoodzkimi widowiskami jak „Skazani na Shawshank”. Oparta na faktach historia rozgrywa się na początku XX w.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną