Recenzja filmu: „Body/Ciało”, reż. Małgorzata Szumowska
Język ciała
Mamy mocnego kandydata do przyszłorocznych Oscarów.
Kadr z filmu „Body/Ciało”, reż. Małgorzata Szumowska
Jacek Drygała/Kino Świat

Kadr z filmu „Body/Ciało”, reż. Małgorzata Szumowska

Z opisów filmu, które ukazywały się po prezentacji w Berlinie, można było odnieść wrażenie, iż jednym najbardziej podobała się pierwsza scena, drugim ostatnia. Widz musi zdecydować, ale na początek radzę zwrócić uwagę, ponieważ można w nim znaleźć klucz do odczytania całości. A co jest pomiędzy? „Body/Ciało” to bardzo dobry film o sprawach ostatecznych, takich jak śmierć, samotność, przemijanie, opowiedziany inteligentnie, lekko, chwilami z humorem. (Na czarny humor zwracali uwagę zagraniczni krytycy, porównujący reżyserkę z Kieślowskim). A także o tym – jak powiedziała Małgorzata Szumowska w jednym z wywiadów – że tęsknimy za czymś, co jest blisko, tylko nie potrafimy tego dostrzec. Głównych bohaterów jest troje. Janusz Gajos gra w swoim stylu (czyli po mistrzowsku) prokuratora, który na co dzień ma do czynienia z ciałami ofiar. Wykonuje służbowe czynności rutynowo, bez emocji, jakby nie obchodził go dramat osób, które niedawno rozstały się z życiem. Jego córka (Justyna Suwała, kolejna świetna amatorka na ekranie) uciekła w anoreksję, jakby chciała ukarać swe ciało. 

Body/Ciało, reż. Małgorzata Szumowska, prod. Polska, 90 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną