Recenzja filmu: „Kopciuszek”, reż. Kenneth Branagh

Szklane buciki
Kino familijne w dobrym wydaniu, z nieprzemijającym przesłaniem, że dobro bywa nagradzane, a zło ukarane i każdy może kiedyś zostać zaproszony na bal, który odmieni jego życie.
Kadr z filmu „Kopciuszek”, reż. Kenneth Branagh
Disney/materiały prasowe

Kadr z filmu „Kopciuszek”, reż. Kenneth Branagh

Na ostatnim festiwalu w Berlinie „Kopciuszka” pokazano poza konkursem i miał to być zapewne prezent dla zmęczonych krytyków oglądających od rana do nocy same poważne filmy. Sala reagowała jak na seansie dla dzieci, co potwierdziło, iż bajka braci Grimm jest nieśmiertelna. W kinie mieliśmy już kilka jej wersji, bodaj najsłynniejszą była produkcja Disneya z 1950 r. Nową przygotował Kenneth Branagh, autor brawurowych ekranizacji dramatów Szekspira („Henryk V”, „Hamlet”, „Wiele hałasu o nic”). Nie bójmy się jednak, słynny brytyjski reżyser nie ma zamiaru zmieniać przygód Kopciuszka w szekspirowską historię. Rezygnuje nawet z niektórych pomysłów braci Grimm, mających jak wiadomo skłonności do makabry, by opowiedzieć z humorem smutno-wesołą historię szlachetnej Cinderelli (zmienionej w filmie na Ellę Cinder).

Kopciuszek, reż. Kenneth Branagh, prod. USA, 105 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną