Recenzja filmu: „Demon”, reż. Marcin Wrona
Dybuk na weselu
Oglądany dzisiaj, niespełna miesiąc po tragicznej śmierci reżysera, nabiera zupełnie nowych znaczeń.
Itay Tiran jako pan młody w dramacie o polsko-żydowskiej historii
Kino Świat

Itay Tiran jako pan młody w dramacie o polsko-żydowskiej historii

Trzeci, ostatni film Marcina Wrony. Podobny do dwóch poprzednich – znów jak w „Mojej krwi” i „Chrzcie” wszystkie wątki sumują się w czasie rodzinnego rytuału, a główni bohaterowie muszą dokonać ważnych życiowych wyborów. Ale zarazem inny, bardziej osadzony w tradycji literackiej. Z jednej strony arcypolskie „Wesele” Wyspiańskiego, z drugiej chasydzki „Dybuk” An-skiego. Trochę inaczej pracuje też kamera, niemal od pierwszego ujęcia zwracają uwagę rozległe plany, wypełnione znaczącymi szczegółami. Od początku intryguje pojawiająca się w kadrze koparka, mocny znak nieprzystający zupełnie do sielskiego krajobrazu. Wkrótce przekonamy się jednak o jej przydatności. Koparka natrafi na ukryte w ziemi szczątki ludzkie. Skąd się wzięły w pobliżu starego domu, kto tu został bezimiennie pochowany, na razie nie wiadomo. Nie wiedzą też albo nie chcą wiedzieć uczestnicy rozpoczynającego się właśnie wesela. Para młodych ładnie wyszłaby na ślubnej fotografii: ona tutejsza, młoda i piękna, on wprawdzie z Londynu, lecz z polskimi korzeniami (może jego rodzice zmuszeni zostali do opuszczenia ojczyzny w 1968 r.?). Ceremoniał zostanie jednak zakłócony, ponieważ na wesele wprosił się jeszcze ktoś nieoczekiwany.

Demon, reż. Marcin Wrona, prod. Polska/Izrael, 94 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną