szukaj
Recenzja filmu: „Na granicy”, reż. Wojciech Kasperski
Napięcie rośnie
W sumie jest się czego bać, finał nie zawodzi, a sprawne oko wyłowi w tej historii drugie dno.
Pogranicznik (Andrzej Chyra) i jego syn (Bartosz Bielenia)
Marcin Szpak/Kino Świat

Pogranicznik (Andrzej Chyra) i jego syn (Bartosz Bielenia)

Thriller to wymagający gatunek. Tym większe uznanie należy się Wojciechowi Kasperskiemu (absolwentowi reżyserii łódzkiej Filmówki), który w pełnometrażowym debiucie „Na granicy” inteligentnie połączył konwencję klaustrofobicznego dreszczowca z szeroką obserwacją psychologiczną i rodzimymi realiami. Napięcie rośnie, rozwój wypadków trudno przewidzieć, mimo że zbyt wielu możliwości nie ma. Akcja osadzona została w odciętych od świata zaśnieżonych Bieszczadach, gdzie w starej bazie, niegdyś prawdopodobnie służącej za więzienie, krzyżują się losy dawnych pograniczników. Jeden z nich, grany przez Andrzeja Chyrę, rozważa po rodzinnej tragedii (śmierć żony) powrót do służby, lecz tak naprawdę chodzi o uporanie się z traumą i złapanie kontaktu z dorastającymi synami.

Na granicy, reż. Wojciech Kasperski, prod. Polska, 98 min

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną