Trzy pogrzeby Melquiadesa

„Trzy pogrzeby Melquiadesa” to olśniewający moralitet rozegrany w westernowej scenerii meksykańsko-amerykańskiego pogranicza, stawiający niełatwe pytania na temat odkupienia, samotności i przypadku w życiu człowieka.

Jones do tej pory specjalizował się w raczej mało skomplikowanych rolach bezwzględnych policjantów trzymających się bezdusznie litery prawa. Tym razem zagrał bardziej złożoną postać mściciela – zarządcy rancza w zachodnim Teksasie, wymierzającego na własną rękę sprawiedliwość strażnikowi granicznemu, który nieumyślnie zastrzelił na służbie meksykańskiego imigranta.

Osadzona w czasach współczesnych akcja jest dynamiczna, reżyser zrywa z chronologią wydarzeń, co tym bardziej skłania do podjęcia refleksji na wyższym, filozoficznym poziomie. Chodzi nie tyle o kwestię możliwości dotarcia do prawdy i rozróżnienia między dobrem i złem, jak w „Rashomonie”, co o problem zadośćuczynienia, winy i kary, pojęć – jak wynika z filmu – cokolwiek niejasnych i zagmatwanych.

Mocna rzecz, która bez wątpienia wpłynie na decyzje akademików przyznających oscarowe nominacje.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj