Dobry Agent

O roli agentów i działalności organizacji szpiegowskich kino amerykańskie najchętniej wypowiada się w barwnym stylu narzuconym przez Iana Fleminga, twórcy Jamesa Bonda. O wiele rzadziej korzysta z mniej atrakcyjnej konwencji Johna le Carre’a, lubiącego wplatać w sensacyjną fabułę wątki egzystencjalne i problematykę psychologiczną. Na szczęście „Dobry agent” Roberta De Niro opisując najczarniejszy okres zimnowojennej amerykańsko-radzieckiej walki wywiadowczej, nawiązuje do mrocznej głębi prozy tego drugiego.

Matt Damon gra idealistę, błyskotliwie inteligentnego wychowanka najlepszych uniwersytetów, który pod koniec lat 30. ubiegłego wieku zostaje wciągnięty do superelitarnego stowarzyszenia Czaszka i Kości, kuźni wpływowych polityków i przyszłych przywódców CIA. Kieruje się zasadami bezpieczeństwa państwa i braku zaufania do kogokolwiek spoza znajomego kręgu, ale zdaje sobie rychło sprawę, że mafijne metody, jakimi posługuje się ta organizacja, stoją w sprzeczności z wartościami, w które wierzy. Aktor wiarygodnie ukazał skomplikowany dramat przeżywającego metamorfozę bohatera – z naiwnego patrioty staje się cynikiem i paranoikiem, dokonującym szaleńczych wyborów. Co kontrastuje z rozedrganą emocjonalnie rolą żony granej przez Angelinę Jolie.

Mimo że zbudowana z serii retrospekcji konstrukcja „Dobrego agenta” przypomina do złudzenia pełną uskoków czasowych narrację „Dawno temu w Ameryce” Sergio Leone, trzeba powiedzieć, że De Niro w roli reżysera spisał się wręcz doskonale.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj