Przypadek Harolda Cricka
Zawiła fabuła i romantyczne rozwiązanie.

Pisarz, do którego zaczynają przemawiać postaci z jego własnych książek, to typ spotykany ostatnio dość często nawet w kinie hollywoodzkim. „Przypadek Harolda Cricka” Amerykanina Marca Forstera, który błysnął wcześniej „Marzycielem” z oscarową muzyką Jana A. P. Kaczmarka i świetnym dramatem obyczajowym „Monster’s Ball: Gra o życie”, jest filmem opartym na takim właśnie absurdalnym pomyśle.

Will Ferrel, telewizyjny showman o wyrazistej, męskiej urodzie, gra tu zakompleksionego, nienawidzącego siebie biurokratę z urzędu skarbowego, który właśnie otrzymał zadanie sprawdzenia kwitów podatkowych uroczej właścicielki piekarni (Maggie Gyllenhaal). Ku swojemu przerażeniu bohater uświadamia sobie jednak, że jego nędzna, jałowa egzystencja nie należy wcale do niego. Jest tylko tworem wyobraźni utalentowanej pisarki (Emma Thompson), beztrosko opisującej jego żywot na kartach swojej powieści. I która wcale nie zamierza respektować jego rozkwitających uczuć do dziewczyny wypiekającej smakowite kruche ciasteczka. Krótko mówiąc, zaczyna do niego docierać, że jeśli nie zbuntuje się przeciwko narratorce, to nie tylko straci szansę na osobiste szczęście, ale też zostanie uśmiercony.

Dość zawiła kombinacja fabularna zmierza ku bardzo romantycznym rozwiązaniom, a pirandellowski wątek postaci poszukującej swego autora, oprócz wyrafinowanej, intelektualnej zabawy w zacieranie granic między literacką fikcją a rzeczywistością, budzi dreszcz emocji i wzruszenia. Wielkiej głębi tu nie ma, sporo za to – jak zwykle u tego reżysera – wdzięku, humoru i wiary w ludzką dobroć.

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj