szukaj
Angel
Stylizacja na kostiumowy dramat sprzed pół wieku.

Moda na filmowe biografie sławnych pisarzy skłania reżyserów do sięgania po nieco mniej znane nazwiska niż Molier czy Jane Austen, którym poświęcono ostatnio melodramaty w stylu „Zakochanego Szekspira”.

W swoim pierwszym anglojęzycznym filmie „Angel” nadzieja francuskiego kina François Ozon („Basen”, „8 kobiet”) zainteresował się ulubienicą królowej Wiktorii, zapomnianą dziś pisarką Marie Corelli, która na przełomie XIX i XX w. napisała ponad dwadzieścia sentymentalnych romansideł wierząc, że są to genialne utwory, wyznaczające nowe standardy światowej literatury. Utwierdzała ją w tym przekonaniu niezwykła popularność jej książek, mieszających wątek romantycznej miłości z mrocznymi elementami mistycyzmu i okultyzmu.

Czytelnicze emocje podkręcała dodatkowo niezdrowa aura towarzysząca jej życiu prywatnemu (mieszkała pod jednym dachem ze swoją najbliższą przyjaciółką...). Ozon zmienił niektóre szczegóły życiorysu pisarki (łącznie z nazwiskiem), uczynił z niej mitomankę o plebejskich korzeniach, która wstydząc się niskiego pochodzenia wmawia innym, że jest arystokratką ducha, ucieleśnieniem szekspirowskiego talentu i idealną żoną zdradzającego ją męża. Znakomity temat: kłamstwa w świecie sztuki, życia w sztucznie stworzonej rzeczywistości, ceny, jaką się płaci za wybujałą ambicję i kiczowatą wyobraźnię, francuski filmowiec potraktował ze śmiertelną powagą.

Stylizacja na kostiumowy dramat sprzed pół wieku pochłonęła całą jego reżyserską energię, nie pozostawiając miejsca na odautorski dystans tam, gdzie współczesny widz się tego po nim spodziewa. W rezultacie „Angel” wygląda jak starannie odrobiona lekcja z podróbki staroświeckiego melodramatu, niestety przytłaczająco nudna i nieznośnie fałszywa w warstwie psychologicznej.

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj