Siódmy dzień
Saura trafnie obrazuje pogłębiającą się frustrację ludzi.

Hiszpański reżyser Carlos Saura debiutował w 1960 r. neorealistycznym dramatem o nędzarzach z wielkomiejskich przedmieść. Mając 75 lat, w dorobku ponad 30 filmów (w tym znakomite „Nakarmić kruki” i „Elizo, moje życie”) nie przestaje zaskakiwać. Zmienił styl, pokonał kilka artystycznych zakrętów, jego sztuka wciąż jednak tętni młodzieńczą energią, czego dowodem najnowsze dzieło Saury odbiegające bardzo od wystylizowanych, poetycko-baletowych widowisk muzycznych („Flamenco”, „Tango”, „Fados”), które go ostatnio zajmowały.

Można powiedzieć, że psychologiczny thriller „Siódmy dzień” to powrót mistrza do korzeni i jego ulubionej tematyki, czyli anatomii patologicznych więzi rodzinnych i przyglądania się narodowym wadom rodaków. Bohaterami filmu są dwa nienawidzące się klany, zamieszkujące wiejską osadę w biednym, północnym regionie kraju. Powodem wzbierającego przez dziesięciolecia sąsiedzkiego gniewu jest miłosne upokorzenie. Pałająca żądzą zemsty, porzucona przedstawicielka rodu Fuentes (Victoria Abril) rzuca klątwę na niewiernego kochanka oraz całą rodzinę Jimenez i domaga się od swoich braci pomszczenia zniewagi. W skonstruowanym niczym grecka tragedia filmie rodzinna vendetta przybiera monstrualne rozmiary. „Honorowy” mord na zdrajcy uruchamia lawinę koszmarnych wydarzeń, której finałem jest absurdalna rzeź niewinnych mieszkańców miasteczka.

Saura wyjątkowo trafnie obrazuje pogłębiającą się frustrację ludzi, dla których zemsta staje się najważniejszym i jedynym celem życia. Pokazuje, jak nienasycona żądza wyrównania urojonego rachunku jest podsycana religijnym fanatyzmem i lokalnymi zwyczajami. Nie jest to jedynie opis odosobnionego przypadku (scenariusz został oparty na faktach). W „Siódmym dniu” pobrzmiewają echa tragicznej XX-wiecznej historii Hiszpanii, wojny domowej i dyktatury generała Franco, której skutki odczuwane są do dziś.

   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj