To tu bowiem trafiały z całej Rzeszy oraz z terenów przez nią zajętych rozmaite dobra. Praktycznie od 1943 r., kiedy już część niemieckich generałów zdawała sobie sprawę, że potęga Hitlera chyli się ku upadkowi, rozpoczęto przenoszenie czego się da na tereny bezpieczniejsze. Za taki właśnie obszar uznano Dolny Śląsk, leżący w centrum kraju, raczej z dala od nalotów alianckich myśliwców. Zorganizowano tu przede wszystkim mnóstwo drobnych i większych fabryk zbrojeniowych (niektóre pod ziemią) oraz składnice z dziełami sztuki. W ukrywaniu dóbr kultury ogromną rolę odegrał kustosz prowincji wrocławsko-opolskiej, Günther Grundmann.
Studiował historię sztuki w Monachium, a następnie we Wrocławiu. W czasie I wojny światowej służył w wojsku, a później został nauczycielem historii w szkole w Cieplicach Zdroju. Od 1932 r. pełnił natomiast obowiązki konserwatora zabytków na Dolnym Śląsku. Grundmann pod koniec wojny otrzymał od swoich zwierzchników z Berlina kluczowe zadanie. Miał zabezpieczyć dzieła sztuki z klasztorów, kościołów, muzeów oraz, prawdopodobnie, z kolekcji prywatnych. Wywoził je w głąb Dolnego Śląska, przede wszystkim do rozlicznych pałaców i zamków, gdzie były składowane. Bardzo rzadko trafiały do sztolni, czy piwnic. Miały być bowiem zabezpieczone przed zniszczeniem także ze względu na niewłaściwe przechowywanie. Utworzył w tym celu 80 skrytek, których zaszyfrowaną listę odnaleziono tuż po wojnie. Odczytał ją Józef Gębczak, szef Muzeum Śląskiego we Wrocławiu.
Grundmann jednak w ostatnich dniach wojny niektóre skrytki ewakuował sam. Zbliżał się front i Rosjanie, więc wybierał najcenniejsze dzieła i wywoził je w głąb Rzezy. Tak było chociażby z arcydziełem malarskim „Madonną burmistrza Meyera” pędzla Hansa Hollbeina z zamku w Karpnikach.