Recenzja książki: S.C. Gwynne, „Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów”
Pogranicze we krwi
To doskonała, świetnie przełożona i opracowana opowieść, którą pochłania się z zapartym tchem od pierwszej do ostatniej strony.
materiały prasowe

Komancze byli być może najciekawszą z rdzennych kultur Ameryki Północnej. Przez długi czas należeli do najbardziej zacofanych Indian zamieszkujących Wielkie Równiny. Swą potęgę – u jej szczytu znaleźli się w pierwszej połowie XIX w. – zawdzięczali Hiszpanom, którzy do Meksyku sprowadzili konie. Szybko udało im się opanować jazdę i, co ważniejsze, walkę na koniu, dzięki czemu zyskali przewagę nad innymi plemionami Pogranicza, przyczyniając się do kresu hiszpańskiego imperium na północ od Przesmyku Panamskiego.

Gwynne opowiada o Komanczach z biglem i znawstwem, dlatego „Imperium księżyca w pełni” czyta się jak świetną powieść – tak zresztą została skomponowana, amerykański dziennikarz wyraźnie inspirował się tu twórczością Cormaca McCarthy’ego, ale zamiast porwanej frazy znanej z „Krwawego południka” obcujemy z achronologiczną narracją i dobrą angielszczyzną.

S.C. Gwynne, Imperium księżyca w pełni. Wzlot i upadek Komanczów, przeł. Bartosz Hlebowicz, Czarne, Wołowiec 2015, s. 512

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną