Recenzja książki: Patrick deWitt, „Podmajordomus Minor”

Kanadyjski neogotyk
Krótko mówiąc, można czytać deWitta całkiem serio. Niemniej poczucie ogólnego zagubienia jest niezbędnym składnikiem tej przygody.
materiały prasowe

Gdzieś w środkowej Europie, najpewniej w XIX stuleciu, na zapchlonej prowincji spowitej dymami ustawicznych militarnych konfliktów, ubogi młodzieniec opuszcza rodzinną wioskę, podejmuje pracę służącego w podupadłym zamczysku i zakochuje się w narzeczonej bohatera wojennego. Czy brzmi to znajomo? Owszem. I bardzo dobrze, bo tak właśnie ma brzmieć. „Podmajordomus Minor” to powieść świadomie zbudowana z klisz, zapożyczeń i cytatów, choć nie chodzi tu ani o intertekstualną ironię, ani o kolejny dowód na wyczerpanie literatury. Kanadyjczykowi Patrickowi deWittowi najbliżej chyba do przewrotnej kreatywności Oulipistów, czerpiących z formalnych rygorów ograniczających twórczą swobodę. Jak uciec z zamkniętego pokoju przewidywalnych schematów narracji? Jak opowiedzieć przekonująco dramat miłosny, posługując się zgranymi do cna pisarskimi kartami? Jak wyprodukować idealny falsyfikat cennego banknotu za pomocą dziecięcej drukarenki?

Patrick deWitt, Podmajordomus Minor, przeł. Krzysztof Majer, Czarne, Wołowiec 2016, s. 376

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną