Fragment książki "Mumie. Władcy, święci, tyrani"

  
1867 – 12 maja 1935


Właśc. Józef Klemens Piłsudski, pseud. Wiktor, Mieczysław; polski działacz niepodległościowy, polityk; współtwórca i przywódca ruchu strzeleckiego, komendant I Brygady Legionów; Naczelnik Państwa Polskiego (1919–1920), Marszałek Polski (od 1920), premier (1926–1928, 1930); pełnił również funkcję ministra spraw wojskowych i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Pierwotnie ciało było wystawione na widok publiczny w szklanej trumnie w katedralnej krypcie św. Leonarda w Krakowie, obecnie znajduje się w metalowym sarkofagu w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu w Krakowie.  

Proszę się nie obawiać, identyczne kłopoty były z mumią Lenina, która nieco sczerniała. To się da naprawić...”.

dr Wiktor Kaliciński


  
W ostatnich miesiącach życia stan zdrowia Józefa Piłsudskiego stale się pogarszał. Marszałek nie pozwalał zbadać się lekarzom. Nazywał ich „szubrawcami i łajdakami”. Z czasem stał się bardzo podejrzliwy, bojąc się otrucia. Lękał się także, że mogą zostać ukradzione tajne dokumenty znajdujące się w jego mieszkaniu. Fatalny stan zdrowia Marszałka władze próbowały za wszelką cenę ukryć przed społeczeństwem. Kiedy wreszcie w kwietniu 1935 roku Piłsudski zgodził się na przyjazd znanego lekarza z Wiednia, było już za późno. Rozpoznanie było jednoznaczne – nienadający się do operacji rak wątroby i żołądka. Diagnozę ukrywano przed żoną Piłsudskiego i nim samym. Temu ostatniemu nawet wmawiano, że wkrótce wyzdrowieje. Kiedy Piłsudski nie mógł już chodzić, przewieziono go do Belwederu, kupiono wózek inwalidzki, którym – gdy nie miał bólów – kazał wozić się po pokojach i przemawiał do wiszących na ścianach fotografii i obrazów.

Gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia nastąpiło wieczorem 11 maja 1935 roku. Marszałek dostał wówczas krwotoku, a następnego dnia nad ranem stracił przytomność. Tuż przed zgonem jeden z lekarzy, Antoni Stefanowski, zdołał przywieźć z Lasek księdza Władysława Korniłowicza, który udzielił choremu ostatniego namaszczenia. W kilka minut później nastąpiła śmierć. Żona Marszałka klęczała wtedy przy łóżku, trzymając męża za rękę. Była niedziela, 12 maja 1935 roku, godzina 20.45. O godzinie 1.00 w nocy, następnego już dnia, premier Walery Sławek w porozumieniu z żoną Piłsudskiego wydał zarządzenie odnośnie do ciała zmarłego. Wobec sprzeciwu tej ostatniej co do przewiezienia zwłok do szpitala godzinę później adiutanci, oficerowie oraz lekarze przenieśli je do pokoju konferencyjnego. Tam miała się odbyć sekcja zwłok i balsamowanie ciała, które postanowiono wystawić na widok publiczny. Nie możemy niestety nic powiedzieć na temat, gdzie i kiedy narodziła się ta do dziś szokująca decyzja ani tym bardziej, kto był jej autorem. Wkrótce od tyłu Belwederu zajechały sanitarki z odpowiednimi przyrządami i lekarzami, którzy mieli dokonać stosownych zabiegów.

O godzinie 2.40 w nocy, po ogoleniu twarzy zmarłego, przystąpiono do nałożenia masy gipsowej na twarz celem wykonania maski pośmiertnej. Po jej zdjęciu, o godzinie 3.30 rozpoczęto sekcję zwłok, balsamowanie i przemywanie ciała, które to czynności trwały do dziewiątej rano. Zabiegów tych dokonywano w małym, dusznym, a co gorsza pozbawionym wszelkiej klimatyzacji, słabo oświetlonym pomieszczeniu w Belwederze. Przeprowadzał je kierownik Pracowni Anatomo-Patologicznej Centrum Wyszkolenia Sanitarnego w Warszawie major doktor Wiktor Kaliciński wespół z anatomem z Uniwersytetu Warszawskiego docentem doktorem Józefem Laskowskim. W skład wojskowego zespołu lekarzy wchodziło jeszcze kilka innych osób. Zabalsamowanie Piłsudskiego było dla doktora Kalicińskiego trzynastym z kolei zabiegiem utrwalenia ludzkich zwłok. Wcześniej balsamował on m.in. ministra poczt i telegrafów Huberta Ignacego Lindego (zm. 1926), ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego (zm. 1934) i ziemianina Jakuba Potockiego (zm. 1934).

W specjalnych naczyniach złożono mózg i serce Piłsudskiego. Ten ostatni organ  „doprowadzony do stanu zmumifikowanego, twardego” owinięto bandażami nasączonymi specjalną żywicą. Odrzucono projekt zanurzenia go w specjalnym roztworze, który trzeba by było co jakiś czas uzupełniać. Poza tym kryształowe naczynie z płynem podczas mrozów mogłoby pęknąć. Z kolei mózg, zgodnie z wolą Piłsudskiego, przekazano do badań naukowych Uniwersytetowi Stefana Batorego w Wilnie. Badania prowadził wybitny neurolog profesor Maksymilian Rose, a rezultaty opublikował w 1938 roku. Mózg Marszałka miał się wyróżniać  silnie uwydatnionymi zwojami kory szarej i białej, bruzdami i oboczami, koroną promienistą Reila oraz gruczołem ryszkowym. Według uczonego były to cechy ludzi wybitnych, wprost geniuszów.

Obaj medycy przeprowadzający zabieg balsamowania zdecydowali się na zastosowanie metody liczącej wówczas dokładnie sto lat. Najpierw rozcięli żyły przebiegające przez prawą pachwinę, następnie umieścili tam rurkę, którą wtłoczyli kilka litrów roztworów soli konserwujących. Tygodnik „Światowid” z 15 czerwca 1935 roku pisał, że zwłoki – po wypłukaniu z nich ciepłą wodą krwi – poddano działaniu dwudziesto procentowym roztworem formaliny zmieszanej z gliceryną, co miało zapobiec wysychaniu skóry. „Jeśli w organizmie nie ma przerw spowodowanych urazem lub schorzeniem – tłumaczył dziennikarzowi tygodnika doktor Kaliciński – zabieg ten wystarcza, w przeciwnym wypadku trzeba nastrzykiwać poszczególne części zwłok. Z ciała zmarłego wyjmuje się poszczególne organy i albo preparuje się je i wkłada z powrotem uszczelniając gipsem, albo też odrzuca wypełniając również gipsem jamy brzuszną i piersiową. Mózg usuwa się przez jamę nosową, przy pomocy pewnego rodzaju łyżeczki. Następnie przystępuje się do utrwalenia skóry, w którą wciera się około 3 kg wonnych olejków, [następnie] zwłoki kąpie się w wannie, w mieszance glicerynowo-octowej. Na tym kończy się procedura balsamowania i ciało wchodzi w okres wysychania, wymagający pielęgnacji i kontroli co pewien czas. W okresie tym dla utrzymania elastyczności skóry i żywego jej koloru stosuje się kompresy z wody utlenionej lub kwasu octowego. (...) Balsamowanie zapewnia zwłokom stan niezmienny, o ile nie dopuści się do nich much, moli i zabezpieczy przed działaniem jakichkolwiek wpływów fizycznych”.

Balsamiści starali się wykonać swoją pracę rzetelnie i spokojnie. Jedynie podczas trepanacji czaszki i wyjęcia mózgu Marszałka doktor Kaliciński załamał się i musiał na czas jakiś przerwać sekcję Same zwłoki – ubrane w przyniesiony przez ordynansa Wójcika „najnowszy mundur marszałkowski Komendanta i wszystkie części bielizny, jaką Komendant zwykł używać” – ułożono zaraz po balsamowaniu w trumnie wykonanej ze szkła i srebra, którą zaprojektował profesor Wojciech Jastrzębowski z Krakowa. Wykonano ją jednak pośpiesznie, co sprawiło, że była nieszczelna. Na czas podróży na miejsce wiecznego spoczynku wsunięto ją do prostej trumny metalowej.

Wolą władz i narodu współtwórcę państwowości polskiej postanowiono pochować w jednej z krypt pod katedrą wawelską. O miejscu tym myślał Piłsudski już wcześniej. Po wielkiej rewii kawalerii na krakowskich Błoniach 6 października 1933 roku z okazji obchodów dwieście pięćdziesiątej rocznicy odsieczy wiedeńskiej, w obecności prezydenta Mościckiego, premiera Jędrzejewicza, arcybiskupa Sapiehy i biskupa Gawliny złożył on hołd królowi Janowi III Sobieskiemu, którego ciało spoczywało w podziemiach wawelskiej katedry. Po latach premier Janusz Jędrzejewicz wspominał: „Gdy cały plan techniczny uroczystości w katedrze został opracowany, Piłsudski, znalazłszy jakiś pretekst wyjazdu do Krakowa, złożył [5 października 1933 roku – B.K.] wizytę metropolicie Sapieże i zapoznał go z projektowaną ceremonią na Wawelu. Uzgodniono wspólnie inne szczegóły uroczystości, po czym Piłsudski, będąc w doskonałym humorze, rozmawiał z wrodzonym sobie czarem, wprowadzając arcybiskupa w odpowiedni nastrój. W pewnej chwili, mówiąc o grobach wawelskich, wspomniał, że może i dla niego znajdzie się tam miejsce. W ten sposób załatwiona została w 1933 roku sprawa miejsca spoczynku na Wawelu. W chwili jego zgonu nie było żadnych trudności czy obiekcji ze strony metropolity Sapiehy przeciw złożeniu zwłok Komendanta w grobach królewskich”.

Na krótko przed zgonem, zapewne w kwietniu 1935 roku, śmiertelnie chory Marszałek skreślił odręcznie swą ostatnią wolę. Znaleziono ją w żelaznej kasetce, w której w czasie ostatnich dni swego życia w Belwederze przechowywał tajne dokumenty i klucz od niej nosił przy sobie. Niewyraźne pismo opatrzone było w nagłówku słowami: „Na wypadek mojej śmierci”. Dalej Piłsudski pisał „Nie wiem, czy zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech! Niech tylko moje serce wtedy zamknięte schowają w Wilnie, gdzie leżą moi żołnierze co w kwietniu 1919 roku mnie jako wodzowi, Wilno jako prezent pod nogi rzucili (...)”. Marszałek osobiście zatem zadecydował o losach swych szczątków: ciało na krakowski Wawel, a serce na cmentarz wileński.

W kilkanaście godzin po śmierci Piłsudskiego, 13 maja 1935 roku, do Krakowa przybył generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski i zgłosił się do arcybiskupa Adama Sapiehy z listem od prezydenta Ignacego Mościckiego, w którym znalazły się słowa: „proszę o przyjęcie najdroższych nam zwłok”. W czasie dwustronnych rozmów ustalono szczegóły pogrzebu, jego datę oraz miejsce tymczasowego złożenia trumny ze zwłokami Marszałka – kryptę sw. Leonarda. Wcześniej Sapieha długo się zastanawiał – rozpatrując wszystkie argumenty za i przeciw – nad pochowaniem Piłsudskiego na Wawelu. Tymczasem rząd, obawiając się odmowy arcybiskupa, zwrócił się do papieża Piusa XI z prośbą o udzielenie dyspensy na złożenie ciała Marszałka w podziemiach katedry wawelskiej. Papież wyraził zgodę. Sapieha musiał zatem zgodzić się z decyzją swojego zwierzchnika.


  
Przez dwa dni po śmierci Piłsudskiego prowizoryczna trumna była wystawiona w Belwederze w dużym salonie, gdzie pod kierunkiem profesora Wojciecha Jastrzębowskiego urządzono kaplicę. Delegacje wojskowe, cywilne oraz przedstawiciele misji dyplomatycznych i duchowieństwa tam właśnie oddawali hołd Marszałkowi. Wartę honorową dzień i noc pełnili generałowie, oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego. Obok katafalku stała kryształowa urna z sercem zmarłego. Wieczorem 15 maja 1935 roku na zaprzężonej w sześć koni lawecie armatniej przewieziono trumnę ulicami Warszawy do katedry św. Jana. Do niej jednak wpuszczono tylko zaproszonych gości. Dopiero po nabożeństwie drzwi katedry zostały otwarte dla ludności, która przez całą noc w milczeniu składała ostatni raz hołd Marszałkowi. Tak było do przedpołudnia 17 maja.

Wtedy to, o dziesiątej rano odprawiona została masz żałobna celebrowana przez kardynała Aleksandra Kakowskiego, msza żałobna. Po jej zakończeniu W. Sławek, E. Kaliński, W. Jędrzejewicz, M. Kościałkowski, T. Lechicki i J. Poniatowski wynieśli trumnę z katedry. Około południa kondukt ruszył przez plac Zamkowy, Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Aleje Ujazdowskie, ulice 6 Sierpnia i Topolową na Pole Mokotowskie. Tam trumnę ustawiono na lawecie. O godzinie 14.30 rozpoczęła się prowadzona przez generała Gustawa Orlicza-Dreszera wielka defilada wojskowa przed trumną, spowitą w narodowy sztandar, przepasaną wielką wstęgą Orderu Virtuti Militari z maciejówką i szarfa, pod którą skrzyżowano marszałkowską buławę z szablą. Po defiladzie trumnę zdjęto z lawety i zniesiono na platformę kolejową stojącą na specjalnie w tym celu zbudowanym torze. Następnie generałowie osobiście przetoczyli wagon za pomocą sznurów do stojącej w pobliżu lokomotywy.

W nocy specjalnym pociągiem trumnę przewieziono do Krakowa. Wzdłuż całej trasy przejazdu hołd pierwszemu Marszałkowi Polski znów złożyły dziesiątki tysięcy ludzi. Zmarły spoczywający w trumnie był ubrany w mundur polowy, bez dystynkcji, przepasany jedynie wielką wstęgą i srebrnym Krzyżem Virtuti Militari. Do kurtki przypięte były również Krzyż Niepodległości i Krzyż Walecznych. W dłoniach Piłsudski trzymał wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej. Ciało częściowo było przesłonięte sztandarem Rzeczypospolitej. Obok zwłok złożono buławę marszałkowską.

Pociąg z trumną Marszałka, jego rodziną i licznymi delegacjami przybył na Dworzec Główny w Krakowie o świcie 18 maja. Kondukt żałobny – liczący około trzystu tysięcy osób – ulicami miasta poprowadził metropolita Adam Sapieha. W uroczystościach pogrzebowych wzięło udział duchowieństwo wszystkich wyznań, korpus dyplomatyczny, przedstawiciele polskiego życia politycznego, w tym ugrupowań opozycyjnych oraz delegacje zagraniczne. Na pogrzeb przybyli m.in. marszałek Francji Pierre Laval i marszałek Rzeszy Niemieckiej Herman Göring.

Przy dźwiękach dzwonu Zygmunta generałowie i najbliżsi współpracownicy Piłsudskiego wnieśli trumnę do katedry na Wawelu. Po mszy celebrowanej przez arcybiskupa Adama Sapiehę została ona złożona tymczasowo w krypcie św. Leonarda. Tam wyjęto z wnętrza metalowej trumny srebrną z szklanymi szybami projektu profesora Wojciecha Jastrzębowskiego i postawiono ją na środku na podwyższeniu. U jej stóp złożono buławę marszałkowską, maciejówkę i szablę. Miejsce z czasem udostępniono zwiedzającym katedralne krypty. Złożenie zwłok Marszałka Piłsudskiego w grobach królewskich na Wawelu miało służyć określonym celom, a mianowicie ożywieniu i utrwaleniu jego kultu, dzięki czemu jednocześnie umocniłby się autorytet jego spadkobierców politycznych.

     W dwa tygodnie później, 30 maja 1935 roku, serce Piłsudskiego przełożono z kryształowej urny do srebrnej zalutowanej puszki i przewieziono specjalnym pociągiem do Wilna, a następnego dnia wmurowano prowizorycznie w niszę filara kościoła św. Teresy. Po uzyskaniu zgody rządu litewskiego 1 czerwca 1935 roku ekshumowano – tak jak sobie życzył w testamencie Piłsudski – z grobów rodzinnych z cmentarza w Sugintach na Żmudzi (Litwa kowieńska) zwłoki jego matki, Marii z Billewiczów (zm. 1 września 1884). Następnie złożono je do metalowej trumny, w której wieziono z Warszawy do Krakowa ciało jej syna. Szczątki rodzicielki Marszałka złożono również w wileńskim kościele Św. Teresy.

W pierwszą rocznicę śmierci Piłsudskiego, 12 maja 1936 roku, srebrną urnę z jego zmumifikowanym sercem i trumnę z prochami matki przeniesiono w uroczystym kondukcie na wileński cmentarz na Rossie i tam umieszczono w mauzoleum. Na nagrobnej płycie z czarnego bazaltu wołyńskiego nie umieszczono jednak żadnego imienia, nazwiska, nie umieszczono także dat, tylko cytat z Wacława Juliusza Słowackiego, ulubionego poety Piłsudskiego, zaczynający się od słów:

  
Ty wiesz, że dumni nieszczęściem nie mogą
za innych śladem iść tą samą drogą.
Wybrał go przed śmiercią sam Piłsudski, pisząc w cytowanej już notatce: „Przed śmiercią Mama mi kazała to po kilka razy dla niej czytać”. Poniżej wyryto krzyż i napis:
MATKA I SERCE SYNA,
a na samym dole cytat z Beniowskiego Juliusza Słowackiego:
Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
gniazdo na skałach orła... Niechaj umie
spać, gdy źrenice czerwone od gromu
i słychać jęk szatanów w sosen szumie...
Tak żyłem.

  
Nazajutrz po ceremoniach żałobnych na Wawelu arcybiskup Sapieha sporządził specjalną notatkę, opatrując ją tytułem: „Dlaczego zgodziłem się wprowadzić do Katedry na Wawelu Marszałka Piłsudskiego”. Kościelny hierarcha pisze, że co prawda nie zgadzał się z wieloma poglądami zmarłego, ale doceniał jego wielkie zasługi. O decyzji pochówku mówi: „...wolałbym to zrobić z własnej inicjatywy, jak czekać na naciski i zmuszony ustępować”. Należy zatem stwierdzić, że o oporach, targach i sporach w ogóle nie było mowy.

Doktor Kaliciński wkrótce po uroczystościach pogrzebowych wyjechał w trzymiesięczną podróż po Europie, odwiedzając ośrodki znane z balsamowania zwłok. Przybył do Rzymu, gdzie poddawano balsamowaniu zwłoki każdego zmarłego papieża, odwiedził również Francję. W cytowanym już wywiadzie dla „Światowida” doktor Kaliciński powoływał się także na radzieckie doświadczenia z zabalsamowanym ciałem Lenina, którego twarz odzyskiwała barwę po przemyciu wodą utlenioną. Podobny zabieg zastosował wobec zwłok Piłsudskiego już w kilka miesięcy po złożeniu trumny w krypcie wawelskiej. Balsamista przyjeżdżał do Krakowa często. Nie mógł dopuścić, by zwłoki spoczywające w szklanej trumnie, oglądane przez średnio dwadzieścia pięć tysięcy osób dziennie, ulegały zepsuciu. A tak zaczęło się dziać Przyczyn takiego stanu rzeczy było zapewne wiele: niedopracowana metoda utrwalenia zwłok, pośpiech i nieszczelność trumny. Długi transport kolejowy, nierówne bruki Krakowa, na których trzęsła się laweta, a wraz z nią trumna, wilgoć panująca w wawelskiej krypcie, kilkakrotne otwieranie wieka trumny i przenosiny ciała do nowych trumien także wpływały niekorzystnie na stan zwłok. Doktor Kaliciński musiał zatem często nocą dokonywać poprawek.

Wieczorem 21 października 1935 roku specjalna komisja – w jej skład wchodzili wojskowi lekarze: generał Rouppert, pułkownik Czyż, major Kaliciński, generał Wieniawa-Długoszowski, generał Łuczyński i pułkownik Tomaszewski oraz ksiądz kanonik Domasik – dokonała przeniesienia zwłok Marszałka Piłsudskiego z dotychczasowej trumny srebrnej ze szklanymi szybami do nowej, sporządzonej w Krakowie według projektu prof. Wierzchowskiego. Wykonano ją z kryształu obramowanego metalem. Miała być dokładnie uszczelniona, tak by nie przepuszczała powietrza do wnętrza. Komisja stwierdziła, że stan zwłok Marszałka jest bardzo dobry, natomiast na mundurze i butach pojawiła się pleśń, którą usunięto.

Pochówek w romańskiej krypcie św. Leonarda – obok króla Jana III Sobieskiego, królowej Marii Kazimiery i króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego leżeli tam także książę Józef Poniatowski oraz Tadeusz Kościuszko – traktowano jako miejsce tymczasowe. Najwyższe czynniki państwowe postanowiły, że w przyszłości trumna spocznie w innej krypcie, urządzonej jedynie dla Piłsudskiego. Miało to zapewnić swobodny przepływ tłumów chcących złożyć hołd jego cieniom.

Arcybiskup Sapieha już 5 czerwca 1935 roku zwrócił się listownie do księdza Jana Humpoli, kapelana prezydenta Ignacego Mościckiego, z prośbą o zapytanie prezydenta, „jakie są jego dalsze życzenia w sprawie definitywnego złożenia zwłok Marszałka”. Pytał także o sarkofag, „w którym złożyłoby się trumnę”. Uważał bowiem, że obecna jest nie szczelna i tym samym na stałe nie odpowiednia. List krakowskiego hierarchy odniósł taki skutek, że już następnego dnia Ignacy Mościcki powołał w Warszawie Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego. W jego prezydium zasiedli przedstawiciele najwyższych władz państwowych, a przewodniczenie Wydziałowi Wykonawczemu powierzono generałowi Bolesławowi Wieniawie-Długoszowskiemu. Organ ów postanowił m.in. wybudować na Rossie w Wilnie grobowiec i niewielki cmentarz dla stu sześćdziesięciu trzech żołnierzy poległych w walkach o miasto oraz wybudować kryptę i sarkofag na Wawelu.

Wkrótce okazało się, że pierwsze spory rozgorzały wokół wyboru miejsca na sarkofag. Pierwotnie zakładano przesunięcie w krypcie św. Leonarda sarkofagu króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Pomysł jednak upadł, gdyż prawo kościelne zabraniało takich zmian co do fundowanych grobowców.


  
Następnie rozważano wybudowanie nowej krypty pod kaplicą Stefana Batorego i utworzenie tym samym specjalnego zejścia z dziedzińca znajdującego się pomiędzy katedrą a zamkiem. Na to jednak nie wyraził zgody arcybiskup Sapieha. Przyczyną było również prawo kościelne, które zakazywało składania zwłok pod kaplicą z Najświętszym Sakramentem. Proponowano także stworzyć mauzoleum pod skarbcem katedralnym. Jednakże i na ten pomysł nie wyraziły zgody władze kościelne, a i konserwatorzy byli przeciwni.

Po wielu dyskusjach wybrano wreszcie miejsce. Miała nim być krypta pod romańską Wieżą Srebrnych Dzwonów. Uznano, że po adaptacji połączy się ją z grobami królewskimi, zyskując osobną kryptę dla Piłsudskiego. Adaptację krypty powierzono Adolfowi Szyszko-Bohuszowi, znanemu architektowi i konserwatorowi, kierownikowi Odnowienia Zamku Królewskiego na Wawelu. Prace rozpoczęto już w lutym 1936 roku, a zakończono w połowie 1937 roku. Projekt zakładał wybudowanie zejścia z zewnątrz oraz podziemnego przedsionka prowadzącego do zaadaptowanej dawnej krypty pod kaplicą Szafrańców i podziemia pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Otwarcia starej krypty w tym ostatnim miejscu dokonano 24 lutego 1936 roku. Znajdujące się w niej prochy Szafrańców i profesorów Akademii Krakowskiej przeniesiono do krypty pod wejściem do kaplicy Batorego. Po odgruzowaniu rozpoczęto prace zabezpieczające w znajdującej się nad kryptą kaplicy Szafrańców.

Trumna wykonana ze szkła i srebra, przez którą było widać prawie całe zwłoki Piłsudskiego z szablą i szarfą orderową, nie istnieje. Według informacji podanych przez „Ilustrowany Kurier Codzienny” z 25 stycznia 1936 roku jej drewniane części spalono komisyjnie na krakowskim Sowińcu. Chciano w ten sposób położyć kres handlowi relikwiami. Sam Komendant spoczywał już wtedy i spoczywa zapewne nadal na białym atłasie w trzeciej trumnie, na której wyryto tylko dwa słowa: Józef Piłsudski. Wykonano ją ze srebra w krakowskiej firmie Piotra Seipa według projektu Jana Szczepkowskiego. Miała ona szyby z kryształu górskiego, ograniczały one jednak pole widzenia. Zresztą obecność wilgoci w trumnie sprawiała, że szyby od środka były podobno zupełnie zaparowane. „Proszę się nie obawiać – uspokajał przy przenosinach zwłok opinię publiczną doktor Kaliciński – identyczne kłopoty były z mumią Lenina, która nieco sczerniała. To się da naprawić...” Tak się jednak nie stało.

Mundur, zawilgocony w czasie urwania chmury na Polu Mokotowskim oraz transportu na lawecie, zaczął szybko butwieć i wymagał ponoć kilkakrotnie wymiany. Czuwał nad tym wspomniany już Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego. Rychło też władze kościelne uznały, że przeniesienie zwłok jest koniecznością. Źle zabalsamowane zaczynały się wyraźnie psuć. Zapobiegać temu miało nasycanie ciała jakimiś olejkami, które przykrym zapachem wypełniały całą kryptę. Arcybiskup Sapieha jeszcze 3 listopada 1935 roku domagał się w liście od generała Wieniawy-Długoszowskiego, aby szklana trumna została umieszczona w metalowym sarkofagu i złożona na nowe miejsce.

Królewska katedra stała się przedsionkiem dla trumny Marszałka, którego oficjalny kult propagowały czynniki rządowe. Panował tu zatem niesamowity gwar i zaduch. Szczególnie w niedzielę i święta trudno było sprawować liturgię. Poza tym krypta św. Leonarda była wilgotna. Władze zainstalowały więc piece elektryczne, które utrzymywały odpowiednią temperaturę. Jednak na początku 1937 roku administracja Wawelu, ze względów oszczędnościowych wyłączyła prąd i usunęła piece z krypty. Ta ostatnia nie miała również osobnego wyjścia, co ogromnie utrudniało zwiedzanie jej przez liczne grupy wycieczkowe. Zofia Muczkowska w swoich wspomnieniach pisała o incydentach, do jakich dochodziło w katedrze i jej podziemiach, które były „zaprzeczeniem wszelkiego kultu”. Przebywający w tym czasie na wygnaniu w Czechosłowacji Wincenty Witos, pisząc o „sanacyjnych spekulantach budujących swoje rządy na śmierci Piłsudskiego”, przytaczał również relacje z krypty krakowskiej katedry, gdzie codziennie znajdowano „flaszki po wypitej wódce, papiery, szmaty, niedopałki papierosów, odchody”. W katedrze rozchodził się zatem nieprzyjemny zapach.

Tłumy ściągające do krypty św. Leonarda rzeczywiście niejednokrotnie zachowywały się lekceważąco, zarówno w katedrze, jak i w grobach królewskich. Wreszcie – bo zdarzały się i takie wypadki – oficerowie urządzali przy trumnie Marszałka libacje alkoholowe. Rozchodziły się również pogłoski o niedokładnie wykonanym zabiegu zabalsamowania ciała, co powodowało butwienie munduru, który co jakiś czas musiano zmieniać. Na te zabiegi zjeżdżała do katedry specjalna komisja z całym asortymentem środków balsamujących. Pracując nad utrwaleniem dla potomnych zwłok Piłsudskiego zakłócała ona ku ogólnemu zgorszeniu spokój zmarłego. Arcybiskup Sapieha szybko zdecydował się zatem przenieść trumnę do przygotowanej przez Szyszko-Bohusza krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Nowa krypta była przestronna, sucha, a co najważniejsze miała osobne wejście i wyjście. Nieukończony był jedynie sarkofag. Konkurs na niego Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego rozpisał 1 grudnia 1936 roku, a wyniki ogłosił latem 1937 roku. Do realizacji, pozwalającej zakończyć uroczystości pogrzebowe, wybrano wreszcie odpowiedni projekt. Prace nad sarkofagiem przerwał jednak wybuch II wojny światowej.

17 czerwca 1937 roku arcybiskup Sapieha skierował kolejny list do generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, w którym domagał się przyspieszonego przeniesienia trumny. Jako powód podał przyjazd w końcu miesiąca króla rumuńskiego Karola II i złożenie przez niego wraz z prezydentem Mościckim hołdu prochom Marszałka. „Przejście przez katedrę tych dwu dostojników – pisał  – stworzyłoby bowiem znaczną trudność w przyjęciu ich. Pana Prezydenta przyjmujemy wedle rytuału kościelnego, co do króla, jako dla człowieka wyznania schizmatyckiego [prawosławnego – B.K.], byłoby niemożliwem. Robienie zaś różnic wywołałoby niemiłe i szkodliwe konsekwencje dyplomatyczne. Gdy wejdą z zewnątrz katedry, trudności te odpadną (...)”.

Sapieha – czując się gospodarzem w swojej katedrze – wyznaczył przeniesienie trumny na 22 czerwca, później zmienił je na 23 czerwca. Nie pytał przy tym nikogo o zgodę, ani władz państwowych, choć chodziło o Naczelnika Państwa, ani tym bardziej rodziny zmarłego. Zebrani 19 czerwca 1937 roku na posiedzeniu Wydziału Wykonawczego Naczelnego Komitetu Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego „zgodnie stanęli na stanowisku, że nie można dopuścić do przeniesienia trumny” będącej własnością i relikwią narodową. Ponownie poproszono arcybiskupa o nie przenoszenie trumny Marszałka aż do „ostatniego i jednorazowego złożenia jej w sarkofagu”. Sapieha był nieugięty. Wydział Wykonawczy zwrócił się zatem o interwencję do prezydenta Ignacego Mościckiego, który 22 czerwca napisał w liście do Sapiehy: „...proszę i ja najusilniej, by zamiaru przeniesienia trumny w tej chwili nie wykonywać”. O natychmiastowe wstrzymanie przeniesienia zwłok „w imię wyższych interesów Kościoła” zwrócił się do Sapiehy również nuncjusz apostolski w Polsce Filippo Cortesi. Interwencja nuncjusza okazała się jednak nieskuteczna. Sapieha i tym razem decyzji nie cofnął.

Mimo osobistych próśb prezydenta Ignacego Mościckiego, mimo protestów Naczelnego Komitetu Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego, we wczesnych godzinach rannych 23 czerwca 1937 roku robotnicy jednej z krakowskich firm kamieniarskich rozpoczęli akcję przenoszenia trumny. W rezultacie interwencji doktora Kalicińskiego prace zostały wstrzymane, ale tylko do godziny 13.00. Wtedy to ponownie rozpoczęto przesuwanie trumny z krypty św. Leonarda do krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Tuż przed północą, kiedy trumna spoczęła na cokole w nowym miejscu, w obecności przedstawicieli kapituły katedralnej księdza Domasika, księdza Figlewicza, podpułkownika Baranowskiego, podpułkownika Pajerskiego, majora Wankego, doktor Kaliciński zdjął pieczęcie z osłony metalowej, odkrył wieko i dokonał oględzin ciała Piłsudskiego. Stan zachowania zwłok był identyczny ze stanem z 28 maja 1937 roku, w którym to dniu Komisja Lekarska dokonała ostatnich oględzin. 

Swój pierwszy po przesunięciu trumny list do prezydenta Mościckiego napisał Sapieha już 24 czerwca 1937 roku. Podkreślił w nim, że to on jest zmuszony „bronić właściwej czci zwłok Marszałka Józefa Piłsudskiego. W obecnej chwili są one w nieposzanowaniu z powodu wilgoci panującej w krypcie Św. Leonarda. Nowa krypta jest sucha (...) chodzi tylko o przesunięcie z miejsca na miejsce w tych samych grobach” Odpowiedzi Sapieha od prezydenta nie otrzymał. Ten ostatni przekazał sprawę rządowi.

Decyzja arcybiskupa Sapiehy wywołała najpoważniejszy od czasu odzyskania przez Polskę niepodległości zatarg władz państwowych z wysokim dostojnikiem Kościoła rzymsko-katolickiego. Premier Felicjan Sławoj-Składkowski wraz ze swoim rządem, jeszcze tego samego dnia, w którym przesunięto trumnę Marszałka, demonstracyjnie poddał się do dymisji. Swoją decyzję tłumaczył tym, że nie potrafił zapobiec faktowi „niewykonania woli Pana Prezydenta Rzeczypospolitej przez obywatela polskiego w sprawie kultu narodu dla Marszałka Piłsudskiego”. Dymisja rządu – jak można się było spodziewać – nie została przyjęta przez prezydenta. Ten ostatni zwołał nawet nadzwyczajną naradę na Zamku Królewskim w Warszawie, w której uczestniczyli przedstawiciele rządu z premierem na czele. Debatowano nad zaistniałą sytuacją Na dodatek prasa roznamiętniała umysły. Sapieha stał się celem niewybrednych ataków. Doszło do demonstracji pod krakowskim Pałacem Arcybiskupim, w którym wybito szyby. Nawet prymas August Hlond i kardynał Aleksander Kakowski nie poparli stanowiska metropolity krakowskiego.


  
Na wiecach domagano się zmiany konkordatu, oddania katedry wawelskiej w bezpośredni zarząd władz państwowych oraz pozbawienia arcybiskupa Sapiehy nie tylko wszystkich odznaczeń honorowych, ale i obywatelstwa polskiego. Groziło to zachwianiem dotychczasowych relacji między Kościołem a państwem. Zaistniałą sytuację interpretowano jako obrazę majestatu prezydenta. Dla „załatwienia sprawy samowolnego przeniesienia trumny Józefa Piłsudskiego przez metropolitę krakowskiego Adama Sapiehę” zwołano nawet nadzwyczajną sesję sejmu.

Drugi list do prezydenta arcybiskup wysłał 6 lipca 1937 roku. Wyraził w nim ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji, zaznaczając przy tym, że nie widzi w swoim postępowaniu przejawów nieuszanowania głowy państwa ani braku szacunku wobec zwłok Marszałka. Dodał jeszcze, że gdyby zaszła „kiedyś absolutna i wyjątkowa potrzeba zmiany, mogłaby nastąpić po porozumieniu się Ks. Metropolity Krakowskiego z Panem Prezydentem Rzeczypospolitej”. Przeciwnicy hierarchy okrzyknęli zwycięstwo. List nie spowodował jednak istotnej zmiany w stanowisku rządu, a informację o nim podano do prasy z chłodnym komentarzem tego ostatniego.

Trzeci list arcybiskupa Sapiehy do prezydenta Mościckiego z 11 lipca 1937 roku nie wnosił nic nowego, ale ponowne podkreślenie „należnego i niezmiennego oddania (...) i jako biskupa, i jako obywatela” głowie państwa spowodowało również ze strony rządowej chęć zakończenia konfliktu. Oficjalny komunikat opublikowany w prasie cztery dni później informował, że prezydent przyjął wyjaśnienia zawarte w ostatnim liście księcia metropolity i incydent uważa się za zakończony. Arcybiskup Sapieha – choć decyzji nie zmienił – zmuszony był skierować na ręce prezydenta Ignacego Mościckiego oświadczenie, że nie było jego intencją obrażenie „w czymkolwiek ani Dostojnej Osoby, ani godności Pana Prezydenta, tak z uwagi na Jego wysoki urząd, jako głowy Państwa, jak dla uczuć, które żywię względem Jego osoby”.

Ostatecznie nadzwyczajna – trwająca zaledwie dwadzieścia minut – sesja sejmu 20 lipca 1937 roku sprawę zamknęła. W sejmowym wystąpieniu wicemarszałek Tadeusz Schaetze, który wcześniej zgłosił wniosek o nadzwyczajne pełnomocnictwa dla rządu, stwierdził, że ten ostatni uzyskał zadośćuczynienie na drodze dyplomatycznej i że wobec komunikatu rządowego wniosek swój wycofuje. Mówił również, że w ustawodawstwie polskim istnieją braki, których uzupełnienie mogłoby zapobiec w przyszłości podobnym incydentom, szczególnie co do zmieniania zmarłym miejsca spoczynku. Podkreślił prawo państwa do grobów królewskich i wyraził nadzieję, że zaistniały „akt samowoli” będzie ostatnim w ich historii. Ostateczna likwidacja zatargu nastąpiła dwa tygodnie później. Nuncjusz papieski Cortesi 5 sierpnia 1937 roku złożył wizytę wdowie po Piłsudskim, przepraszając ją za cały incydent.

Cała historia miała jeszcze jeden niewielki rozdział. 20 października 1937 roku do arcybiskupa Sapiehy przybył biskup Józef Gawlina z polecenia generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Przedstawił arcybiskupowi propozycję, aby trumna z ciałem Piłsudskiego została przeniesiona znów do krypty św. Leonarda na okres około dziesięciu miesięcy, kiedy w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów będzie przygotowywany sarkofag. Sapieha nie dał się zwieść żadnym obietnicom i stanowczo odmówił. Odpowiedź arcybiskupa wyzwoliła jednak nowego ducha walki u zwolenników Piłsudskiego. W kilka dni po wizycie biskupa Gawliny zjawił się u arcybiskupa generał Łuczyński, dowódca krakowskiego korpusu wojskowego. Twierdził on, że podobno planuje się zamach na zwłoki Piłsudskiego. Sugerował, że w obecnym miejscu nie są one całkowicie bezpieczne. Na tę próbę prowokacji Sapieha odpowiednio odpowiedział. Polecił dokładnie zabezpieczyć wejście do krypty Wazów i okna w Wieży Srebrnych Dzwonów. Trumna pozostała zatem na swoim miejscu.

Gdy Niemcy po wkroczeniu do Krakowa 6 września 1939 roku postawili przed wejściem do krypty wartę honorową – wspominała Zofia Muczkowska – ciało Marszałka okryte było tylko prześcieradłem. Podobnie pisał o tej historii Wincenty Witos. Obie wersje wydają się niektórym niewiarygodne. Przede wszystkim dlatego, że jeszcze przed napaścią Niemiec hitlerowskich na Polskę w 1939 roku trumnę z zabalsamowanym ciałem Piłsudskiego umieszczono ostatecznie w metalowym sarkofagu. Czy na pewno ostatecznie? Według długoletniego proboszcza katedry wawelskiej księdza Kazimierza Figlewicza od 18 października 1935 roku do 23 listopada 1939 roku komisja lekarska kilkanaście razy podejmowała rozpaczliwe, bezskuteczne próby ratowania ciała Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jeżeli ciało rzeczywiście jesienią 1939 roku spoczywało już w metalowym sarkofagu, to dlaczego próbowano je konserwować? Przecież nie było już wystawione na widok publiczny. Może balsamiści liczyli, że wojna kiedyś się skończy i będą mogli znowu ukazać rodakom dobrze zachowane ciało twórcy II Rzeczypospolitej. Tak się jednak nie stało. Major Kaliciński, który opiekował się zabalsamowanym ciałem Piłsudskiego, wzięty w 1939 roku do niewoli radzieckiej, zakończył życie zamordowany w 1940 roku w Katyniu.

Z kolei odwiedzający wawelskie krypty skłonni są datować ostatnie otwarcie trumny na lato 1939 roku. Brak jednak protokołów tych oględzin, co wydaje się dziwne, gdyż trumnę po każdym otwarciu opatrywano na nowo pieczęciami. Do metalowego sarkofagu chciał ponoć zajrzeć rezydujący na Wawelu hitlerowski gubernator Hans Frank. Widział on już zabalsamowane zwłoki Piłsudskiego, kiedy w dniach 14–15 lutego 1936 roku złożył wizytę w Krakowie, jako minister sprawiedliwości Rzeszy Niemieckiej. Po przybyciu do Krakowa na początku września 1939 roku wieniec u stóp trumny Piłsudskiego złożył m.in. generał Wilhelm von Liszt, dowódca 14. Armii. Kryptę z trumną Piłsudskiego odwiedził również pierwszy okupacyjny komendant miasta gen. Hűberth.

W latach 1946–1956 władze komunistyczne uniemożliwiały dostęp do krypty, gdzie znajdowała się trumna z ciałem Piłsudskiego. Starano się wówczas wymazać postać Marszałka z narodowych dziejów. Następne dziesięciolecia również nie sprzyjały Marszałkowi. Zmiana nastąpiła dopiero po roku 1989. Nikt jednak nie odważył się nawet wystąpić z propozycją, by otworzyć metalowy sarkofag, pod którym znajduje się trumna wykonana z kryształu i srebra. W pięć lat później w Łodzi powstał Społeczny Komitet Fundacyjny Sarkofagu Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jego inicjatorzy pisali w łódzkiej prasie: „Od blisko 60 lat w wawelskiej krypcie spoczywa na posadzce obnażona, nie pogrzebana i nie pochowana trumna Marszałka Piłsudskiego. (...) To tak, jakby narodowy sztandar rzucić i pozostawić na ziemi”. Wyrażono życzenie, aby w sześćdziesiątą rocznicę śmierci Piłsudskiego trumna spoczęła już w kamiennym okazałym sarkofagu. Zamiar nie powiódł się jednak. Przeciwko pomysłowi wypowiedział się m.in. obradujący w Krakowie w maju 1995 roku II Ogólnopolski Zjazd Piłsudczyków.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj