Glina z przedmieścia
Wraz z wydawnictwem W.A.B. zachęcamy do lektur książek wydawanych wspólnie w wakacyjnej kolekcji Lato z kryminałem. Dziś pora na drugą powieść z serii. „Total Cheops” jest świetnym dowodem na to, że współczesny kryminał jest wielkomiejską opowieścią. Tak jak swojego piewcę (Raymonda Chandlera) miało kiedyś Los Angeles, tak i dzisiejsze metropolie mają znakomitych kronikarzy.

Wraz z wydawnictwem W.A.B. zachęcamy do lektur książek wydawanych wspólnie w wakacyjnej kolekcji Lato z kryminałem. Dziś pora na drugą powieść z serii.

Nie o takim spotkaniu myślał inspektor Fabio Montale. Bo oto musi wpatrywać się w martwe oczy Uga, którego przed kilkoma minutami zastrzelili policjanci. Ugo powrócił do Marsylii nie przypadkiem. Pojawił się tu, by wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy zabili Manu. Teraz inspektor Montale ma zwłoki dwóch swoich przyjaciół z młodzieńczych lat, a także gangsterskiego bossa, niejakiego Zukki, a i to nie koniec. Niebawem ginie piękna Leila, córka algierskiego imigranta. Glina z przedmieścia – jak o sobie mówi sam Montale – ma ręce pełne roboty.

„Total Cheops” to pierwsza część tzw. trylogii marsylskiej Jeana-Claude’a Izzo, pisarza, dla którego właśnie ta książka, wydana we Francji dziewięć lat temu, była debiutem powieściowym. Dodajmy, że druga z cyklu – „Szurmo” – właśnie ukazała się po polsku. Od razu dopowiedzmy także, w określeniu „trylogia marsylska” nie ma źdźbła przesady: „Total Cheops” to tyleż dobrze napisany kryminał, ile znakomita opowieść o mieście.

„Marsylia to miasto nie dla turystów. Nie ma tu nic do oglądania. Jej urody nie da się sfotografować. Trzeba ją przeżyć. Trzeba się opowiedzieć. Być za albo przeciw. Gwałtownie być. Pasjonować się. Dopiero wtedy to, co jest do zobaczenia, daje się zobaczyć”. I wraz z inspektorem możemy oglądać elegancki świat willi nad Corniche – promenadę nadmorską, jak i przypatrywać się kilkunastoletnim beurom (tak nazywani są potomkowie imigrantów z Maghrebu) przyczajonym na zapuszczonych przedmieściach miasta.

Jest też w co się wsłuchiwać, bowiem Jean-Claude Izzo to twórca wyczulony na rozliczne głosy miasta. Na kakofonię języka francuskiego, arabskiego, mowę tych, którzy są Espingoin, i tych, którzy są Rital (tak obraźliwie nazywa się imigrantów hiszpańskich i włoskich). Na uliczną gwarę i verlan – język przedmieść polegający na mówieniu wspak – świetnie opanowany przez nastolatków. Wsłuchiwać się możemy także w słowa rapu słuchanego przez arabskich mieszkańców i fanatycznych kibiców Olympique Marseille. Chwytanie i podsłuchiwanie języka jest więc w tej powieści równie istotne co śledzenie i chwytanie podejrzanych.

„Total Cheops” jest świetnym dowodem na to, że współczesny kryminał jest wielkomiejską opowieścią. Tak jak swojego piewcę (Raymonda Chandlera) miało kiedyś Los Angeles, tak i dzisiejsze metropolie mają znakomitych kronikarzy. Wspomnijmy tylko Edynburg w powieściach Iana Rankina, Wenecję u Donny Leon czy Moskwę Aleksandry Marininy. Na tym tle Marsylia jest miastem na kilka chwil przed katastrofą, organizmem poszarpanym konfliktami społecznymi. Stąd też zapewne elegijny, nostalgiczny ton dobrze wyczuwalny w całej trylogii Izzo.

I jeszcze jedno: ta powieść pokazuje także, że diagnozy przedstawiane przez współczesne, dobre powieści kryminalne bywają prorocze. Wrzący kocioł uprzedzeń, agresji, nawet nienawiści, opisany w „Total Cheops”, eksplodował rok temu na podpalanych przedmieściach Paryża i innych francuskich miast.

Jean-Claude Izzo, Total Cheops, przeł. Maryna Ochab, Wyd. W. A. B., Warszawa 2006 

Zapraszamy do pisania „krwawego bloga” .
 
 
Przeczytaj fragment książki
 


 

lub zamów bezpośrednio w POLITYCE, korzystając z naszej

OFERTY SPECJALNEJ dla prenumeratorów.
 
  
   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj