A mury rosną

Równe, miasto na Zachodniej Ukrainie (przed wojną znajdowała się w granicach Polski), dzieli mur. Zachodnią, wolną część miasta chroni batalion polskich wojsk w ramach kontyngentu NATO. Część wschodnia jest stolicą jednego z obwodów Socjalistycznej Republiki Ukrainy. Szlojma Ecirwan, dramatopisarz z zachodniego sektora miasta, otrzymuje nagle przepustkę umożliwiającą odwiedzenie rodziny żyjącej po drugiej stronie muru. Datę odwiedzin wyznaczono na 17 września...

„Riwne/Rowno” Ołeksandra Irwancia to napisana z energią i bujną poetycką wyobraźnią (bo Irwaneć to w pierwszej kolejności poeta) groteska, którą można odczytywać na wiele sposobów. W okresie pomarańczowej rewolucji mówiono, że ta wydana w 2002 r. książka, pokazująca głęboki podział ukraińskiego społeczeństwa, była dziełem proroczym. Ale też wyraża się w niej znacznie głębszy lęk Ukraińców przed wykluczeniem z Zachodu, w którym mitologia muru ma istotne znaczenie. Gdy spotykałem się z Irwanciem w 2004 r., triumfalnie wręczył mi jeden z ukraińskich dzienników informujących, że Polska za pieniądze Unii Europejskiej rozpoczęła budowę muru na granicy. Wiadomość okazała się równie groteskowa jak treść książki, pokazywała jednak stan ducha Ukraińców.

Sam Ołeksandr Irwaneć, pisarz, poeta i dramaturg, zakładał w 1985 r. wspólnie z Jurijem Andruchowyczem i Wiktorem Neborakiem głośną grupę literacką Bu-Ba-Bu. Polskiemu czytelnikowi znany jest w zasadzie tylko Andruchowycz, którego błyskotliwa proza szturmem zdobyła europejskie księgarnie. Teraz czas na Irwancia.

Ołeksandr Irwaneć, Riwne/Rowno, przekł. Natalia Bryżko-Zapór, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006 r., s. 160
 
 
Przeczytaj fragment książki 
 
 
 

 
 
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj