Pojemne ucho Macieja Malickiego

- Jechałem tramwajem, kiedy zadzwonił telefon – powiedział Marcin.

- Dlaczego mówisz, że jechałeś tramwajem, skoro jechałeś autobusem? – zapytał drugi Marcin.

- Bo jestem poetą lirycznym i używam metafor.

 
"Takie tam" Macieja Malickiego to zapis usłyszanych „kawałków” językowych. Także kawałów, dowcipów. Dużo tu „grubych” słów. Na Takie tam złożyły się fragmenty dziennika Malickiego, publikowanego w „Twórczości”. Takie tam? Ani byle jakie, ani nieważne, bo przecież zapisane, a na nieistotne szkoda by papieru. Większość tych strzępków zdań, anegdot tak Malicki usłyszał – stąd nie trochę a ciut, nie głowa a łeb, nie cholera (choć to także) a choróbcia. Wypisuje, cytuje, konotuje, ma wyczulone ucho i sprawną rękę. Wie także, co to inteligencja społeczna – z każdym się dogada. Ludzie go lubią, lubią też jego prozę, inteligentną, ciepłą, żartobliwą.

Temu miłośnikowi absurdów frajdę sprawiają przejęzyczenia, odkrycie dwuznaczności, podtekstu, sytuacyjne żarty. Fascynują go skróty myślowe, które doprowadzają do małych (nie)porozumień i komicznych efektów. Zafascynowany swego czasu pracownią witraży, teraz montuje książki. Wszystkie te strzępki to potencjalnie pomysły na coś większego, ale Malicki zatrzymując historyjkę w pigułce, nie psuje jej. Jest wielki w małych formach. Bawi się nimi jak dziecko. I często wykorzystuje to samo, czym żywi się dowcip:

„[dobiega nas zza kadru] – Mam warunek z organów. [zastanawiamy się] – Medycyna? – Konserwatorium?”. Chętnie miesza style, bawi się rytmem, intertekstualiami: „Nie czas żałować kobiet, kiedy walą się drzewa”. Choć – i to ważne – nie zawsze jego puenty są humorystyczne.

Maciej Malicki zadebiutował na początku lat 70. wierszami w „Odrze” oraz prozą w „Nowym Wyrazie”. Ponad dwadzieścia lat później, gdy był przed sześćdziesiątką, wydał "Kawałek wody" (2002), później "60% słów" (2003), "Sagę ludu" (2004) oraz "Wszystko jest" (2005). Pociąg do pisania jest u niego tak autentyczny jak pociąg do pociągów. Interesuje go  komunikacja, ma frajdę nie tylko z gierek językowych, ale przede wszystkim z fajnych rozmów.

Malicki – zdaje się – organizuje konkurs na najlepszy tekst dnia, a nagrodą będzie zapisanie go w dzienniku. Jak uczniak, który czeka na uwagę w stylu: „Niebezpiecznie wygląda przez okno”, by później z frajdą adnotować ją w gazetce szkolnej.

Maciej Malicki, Takie tam, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2006.
 
 
Kup książkę w merlin.pl 
 
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj