Safy z szafy
Była sobie szafa, a w niej zastępy (powiedzmy) dziewic...

Była sobie IV RP, gdzie standardy normalności wyznaczał jej Naczelny Samiec Heteroseksualny, wraz z hordami wpatrzonych weń i posłusznych mu jurnych chłopców z pałami w garściach, gotowymi do akcji na każde jego wezwanie. Wiele się działo. Bywało czasem śmieszno, czasem straszno. Nigdy nudno, choć słoną cenę za zabawę jednych płacili inni - strachem, łzami, izolacją.

Była sobie szafa, a w niej, stłoczone niczym sardynki w puszce, zastępy (powiedzmy) dziewic, niby dobrze czujących się w swoim towarzystwie, ale powoli duszących się z powodu braku powietrza. Może się śmiały, może krzyczały z bezsilności. Prócz nich samych wiedzieć to mógł tylko ten, kto podchodził do szafy bliżej i przykładał do niej ucho.

I była sobie pani z mikrofonem, trochę tam (w polityce, z racji dziennikarsko-sprawozdawczej profesji), więcej tu (z racji natury – by tak rzec – osobistej; szafy są zresztą dla wielu nieodłącznym elementem kobiecości). Zderzenie dwóch modeli, dwóch różnych bajek o skrajnie odmiennych poetykach może doprowadzić do wojny światów, a tej już nie wypada opisywać, bawiąc się słowami. Można natomiast zacząć rzetelnie rejestrować, czasem nawet bez komentarza.

Do książki "Dziewczyny, wyjdźcie z szafy" Anny Laszuk można mieć zastrzeżenia natury szczegółowej – parę potknięć redaktorskich, kilka zbędnych pytań autorki (gros książki to wywiady), które nic do dyskusji nie wniosły etc., natomiast gdybym miała jednym słowem określić, jaka jest, powiedziałabym: potrzebna. Bo uświadamia przede wszystkim, jak wielką walkę - z sobą i z "resztą świata" – jedni muszą stoczyć o to, co dla innych jest oczywiste, bo niejako naturze ludzkiej przyrodzone: o prawo człowieka do wolności - przekonań, wyborów życiowych, bycia sobą bez pytania kogokolwiek o pozwolenie.

Oto poznajemy kobiety, które – wydawać by się mogło – różni wszystko: wiek, środowiska, z których się wywodzą, wykształcenie, czy wreszcie bagaż doświadczeń życiowych. Łączy natomiast jedno: homoseksualizm. Rozmawiając z nimi, Anna Laszuk wydobywa niejako historię przemian społecznych, jakie dokonywały się w Polsce od czasów stalinowskich (kiedy to, paradoksalnie, „problem” tożsamości seksualnej znikał na rzecz jednoczenia się wszystkich, bez względu na orientację, przeciwko "namacalnemu" wrogowi – obcej władzy) po dziś dzień, kiedy „jestem lesbijką” to nie tyle osobiste wyznanie, co jasna deklaracja polityczna, skłaniająca do rozpatrywania homoseksualizmu przede wszystkim w jego aspekcie społecznym. A wszystko to umiejętnie przeplecione dyskusjami o solidnej podbudowie teoretycznej – pojawia się nie tylko kwestia gender i queer, ale i szerszy aspekt – dyskryminacji jako takiej,  wykluczenia z powodu odmienności, nie tylko seksualnej.

Książka Laszuk jest wartościowa przez swój charakter dokumentalny, zamykają ją zresztą dwa kalendaria (Polski - niestety, począwszy dopiero od 1841 r. - i Świata - od 2300 r. p.n.e.), systematyzujące nieco w czasie wiedzę o homoseksualizmie. Wartościowa, bo napisało ją - wespół z autorką i bohaterkami poszczególnych historii - samo życie, dlatego analiza jej "literackości" wydaje mi się w tym przypadku zbędna. A ja właśnie o literaturze chciałam. Myślę sobie o rzekomo (tzn. - według "Saf", którym to terminem określa jedna z młodszych bohaterek książki lesbijki na swoim pierwszym spotkaniu w grupie wsparcia) "zawłaszczonej" przez paradygmat heteroseksualny historii literatury polskiej i o próbie "odzyskiwania" jej. Przyznam, że przeraża mnie trochę lektura utworów Konopnickiej przez pryzmat bycia autorki... lesbijką typu "butch" (to ta ostra, "męska", w odróżnieniu od lesbijki typu "femme", kobiecej). Wolałabym chyba, żeby pozostała nudną smutną panią od nudnych smutnych wierszy. Może to kwestia przyzwyczajenia, lenistwa intelektualnego, ale po co pisać (i opisywać) historię literatury na nowo? Wystarczyłoby zacząć, od teraz, patrzeć na nią z trochę innej perspektywy, tworząc ją samemu. Opisze ją kto inny. (Ale to już zupełnie inna bajka. Dla „późnych wnuków”.)

Anna Laszuk, Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!, Fundacja Lorga, Płock 2006, s.276.
 
 
Przeczytaj fragment książki 
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj