Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Książki

Chrystus pojmany i odkryty

"Zaginiony obraz" Harra przeczytałem z zapartym tchem, jednakprzestrzegam: na sensacje w stylu „Kodu Leonarda” nie ma co liczyć.

Głównymi bohaterami książek zazwyczaj bywają ludzie. Ale niekiedy zdarza się, że są nimi... dzieła sztuki. A może inaczej: mniej lub bardziej wyimaginowane losy obrazów stają się pretekstem do snucia mniej lub bardziej fantastycznych opowieści. Jak w „Kodzie Leonarda da Vinci” Dana Browna („Ostania wieczerza”), „Namaluj to” Josepha Hellera („Arystoteles kontemplujący popiersie Homera” Rembrandta), „Dziewczynie z perłą” Tracy Chevalier (obraz Vermeera o tym samym tytule), „Upadku ślepców” Gerta Hofmanna (obraz Bruegla) i wielu, wielu innych.

Niekiedy jednak realne losy dzieł sztuki są tak fascynujące, że nie wymagają przydawania im nierzeczywistych przygód i interpretacji. Oto na początku lat 90-tych ubiegłego stulecia miłośników sztuki zelektryzowała sensacyjna wiadomość o odnalezieniu, zaginionego kilka stuleci wcześniej, obrazu Caravaggia „Pojmanie Chrystusa” (obecnie w zbiorach Irlandzkiej Galerii Narodowej). Historia owego niezwykłego odkrycia była na tyle ciekawa, że Jonathan Harr postanowił opisać ją w książce. Akcja więc przenosi się co jakiś czas z Florencji do Londynu, Szkocji i Irlandii, zaś czytelnik z zapartym tchem śledzi, jak kolejne elementy łamigłówki układają się w całość, a światowej kulturze przywracane zostaje kolejne arcydzieło włoskiego mistrza.

Myślę, że nie każdego jednak ta historia, choć opowiedziana precyzyjnie, wciągnie w równym stopniu. To przede wszystkim książka dla miłośników sztuki. Im z pewnością nie będą przeszkadzać dłuższe dygresje na temat życia Caravaggia, szczegółowy opis technik konserwowania dzieł sztuki czy relacje ze żmudnych poszukiwań w archiwach. Albowiem „Zaginiony obraz” to w dużym stopniu także przenikliwy opis środowiska historyków sztuki, z jego wewnętrznymi hierarchiami, relacjami, często także zawiściami i konfliktami interesów.

Reklama