Marge na lodzie
Czarna literatura ze Skandynawii.

Niektórych figur stylistycznych nie da się powtórzyć. To znaczy: teoretycznie można, ale na pewno nie dadzą one takiego efektu, jak wtedy, gdy pojawiają się po raz pierwszy, są idealnie dopracowane i stanowią element udanej całości. Taką całością był obraz „Fargo" braci Cohenów, czarna komedia, którą pamięta się w dużej mierze z powodu owej charakterystycznej „figury" - prowadzącej śledztwo policjantki w zaawansowanej ciąży. Każda kolejna Marge Gunderson, a przecież w życiu muszą się zdarzać, nie dorówna już tej pierwszej, kongenialnie zagranej przez Frances McDormand i kapitalnie wpasowanej w akcję przez duet twórców. Nie mogę więc nic poradzić na to, że śledząc perypetie ciężarnej nadkomisarz Marii Kallio, nadałam jej rysy amerykańskiej aktorki, byłam też w stanie przewidzieć, w jakim momencie błogosławiony stan utrudni jej pracę, a na co szczególnie uwrażliwi.

Na szczęście oryginalność kryminalnej powieści Leeny Letholainen opiera się na zupełnie innych figurach. Piruetach, axlach i podnoszeniach. Szwedzka pisarka umieściła bowiem akcję swojej powieści w środowisku niezbyt eksploatowanym przez literaturę kryminalną (i, zdaje się, każdą inną) - środowisku łyżwiarzy figurowych. Jej „Marge" ma więc pewien osobny rys, choć nie jest tak niezdarna jak filmowa, z pewnością nie może się mierzyć ze sportowcami. Tymczasem właśnie wśród nich znajduje się zabójca wschodzącej gwiazdy łyżwiarstwa, 16-letniej Noory, zamordowanej przy pomocy jej własnych figurówek.

Pomysł powiązania zbrodni ze sportem będącym symbolem gracji i piękna wydałby się dość dziwaczny, gdyby nie głośna przed laty sprawa, która zbulwersowała i środowisko, i miłośników łyżwiarstwa: zamach na amerykańską mistrzynię, Nancy Kerrigan. Oczywiście nie na jej życie, ale na nogi. Uszkodzenia ciała były, bodaj, niezbyt groźne, łyżwiarka została jeszcze srebrną medalistką igrzysk w Lillehammer, lecz nie odzyskała formy psychicznej i jej kariera przedwcześnie się zakończyła. Najważniejsze jednak to, że inspiratorką zamachu była główna rywalka Kerrigan - Tonya Harding. Ta czarna owca łyżwiarstwa mogłaby zresztą wejść do historii tej dyscypliny z innego powodu, jako jedna z kobiet, które wykonywały arcytrudnego potrójnego axla. Dziś, zapewne po odsiadce, odrodziła się jako... gwiazda boksu.

Finka nie przetwarza jednak fabularnie tej sprawy, ani nie opiera intrygi powieści na kwestii rywalizacji. Pokrewieństwo między opisanymi wyżej a powieściowymi wypadkami opiera się na czym innym: udowodnieniu, że kulisy sportu nie mają wiele wspólnego z urodą takich popisów na arenach. Szczegółów w przypadku powieści kryminalnej zdradzić oczywiście nie można, ale jak najbardziej można zachwycić się znawstwem, z jakim Lehtolainen opisuje interesujący ją mikrokosmos. Dbałość o szczegół uwidacznia się też w warstwach psychologicznej i społecznej „Spirali śmierci", potwierdzając, że to one są największym atutem czarnej literatury ze Skandynawii.

 
Leena Lehtolainen, Spirala śmierci, przeł. Sebastian Musielak, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2007, s. 361. 

 

    

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj