Inaczej o Holocauście
Głęboka zaduma bez słowa skargi.

W Polsce kanon pisania o Holocauście ustanowili Grynberg i Krall; trudno go rozsadzić czy nawet udoskonalić. Literatura zachodnioeuropejska nie ma takich obciążeń. Doskonale przełożona przez Małgorzatę Łukasiewicz powieść wybitnego niemieckiego prozaika W.G. Sebalda (1944–2001) „Austerlitz” z 2001 r. mówi o zawikłanych losach żydowskich wiele nowego. Inny jest tu język, zupełnie różne od polskiego nastawienie samego bohatera do problemu stłumionej tożsamości, odmiennie też szuka on swoich korzeni.

Zachodnia krytyka dopatrywała się w losach żydowskiego akademika na emeryturze Jacques'a Austerlitza podobieństw z kolejami życia samego autora. Oto w czasie II wojny światowej żydowski chłopiec wprost z Pragi dostaje się do Walii, by zamieszkać w rodzinie tamtejszego pastora. Dorósłszy, odkrywa prawdziwe pochodzenie, jednak zaczyna szukać rodziców dopiero po wielu, wielu latach.

Nigdzie indziej nie znajdziemy tyle spokoju i głębokiej zadumy bez słowa skargi jak w książce o dostojnym, starszym profesorze, przemierzającym biblioteki w Pradze i dworce w Antwerpii w poszukiwaniu utraconych korzeni. Mogąc sobie pozwolić na ataki desperacji, on sam zachowuje filozoficzną równowagę. To ton, w którym czytelnik rozpozna najszlachetniejszą tradycję niemieckiej prozy, na czele z Tomaszem Mannem. Można i tak pisać o Holocauście.
 

W.G. Sebald, Austerlitz, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, wyd. W.A.B., Warszawa 2007, s. 360 

 

   
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj