Bez pedału gazu
Bez pedału gazu.

„Wracałem z Lascaux tą samą drogą, jaką przybyłem. Mimo że spojrzałem w przepaść historii, nie miałem wcale uczucia, że wracam z innego świata. Nigdy jeszcze nie utwierdziłem się mocniej w kojącej pewności: jestem obywatelem Ziemi, dziedzicem nie tylko Greków i Rzymian, ale prawie nieskończoności". Słowa Zbigniewa Herberta z Barbarzyńcy w ogrodzie warto zestawić z wrażeniami Holendra odwiedzającego Hiszpanię, spisanymi w znakomitej, sensualnej książce, która odkrywa duszę kraju. Jeden z esejo-reportaży Dróg do Santiago zamyka się tak: „Szare chmury szybko przepływają pod wysokim polem jaśniejszych, (...), a potem dwutonowo rozlega się dzwon na Anioł Pański, ja zaś uświadamiam sobie, jak nieodwołalnie również i ja należę do pewnej późnej formy starożytności".

I Herbert, i Cees Nooteboom wiedzą, że kolory miast zależą od zwiedzającego: „Od twojego humoru zależy, jaką barwę ma Teruel". Herbert mógłby na to zabrzmieć w kanonie: „Miasta włoskie różnią się między sobą kolorem. Asyż jest różowy, (...) Rzym utrwala się w pamięci jak terakota na zielonym tle. Orvieto natomiast jest brązowozłote". Mijają i gromadzą kościoły, krajobrazy, inności. W Hiszpanii bywają miasta jak sklepy z secesyjnymi bibelotami, skarbnice osobliwości. Specyficzny klimat zachował tu wiele budowli. Holender z optymizmem konstatuje, że jeszcze potrafimy odczytać świat, także ten świat, jaki wyrasta pod piórem (Cervantes, Machado, Lorca). Do Hiszpanii nie jedzie się bezkarnie. Po Hiszpanii jedzie się meandrami, by dotrzeć do niewielkiego Santiago de Compostella, które ma czterdzieści kościołów. Cees Nooteboom, podróżnik-pasjonat, wymieniany jako kandydat do nagrody Nobla, jedzie tam bez pedału gazu.
 

Cees Nooteboom, Drogi do Santiago, przeł. Alicja Oczko, W.A.B., Warszawa 2007.
 

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj