szukaj
Recenzja książki: Michel Onfray, "Traktat ateologiczny. Fizyka metafizyki"
Pochwała ateizmu
Wiara w Boga jako wyraz nerwicy

O ile Michel Houellebecq uznawany jest za największego skandalistę we francuskiej prozie, Michel Onfray podobne zamieszanie czyni we francuskiej filozofii. Zdeklarowany ateista i racjonalista czerpie inspirację z najlepszej epoki dla ludzkiego rozumu - Oświecenia. Jednak, mimo że Oświecenie było kluczowym etapem sekularyzacji nowoczesnych społeczeństw, ciągle funkcjonują one w okowach myślenia religijnego, jawnego i niejawnego.

Zdaniem Onfraya każdy ma prawo klękać przed takim bożkiem lub Bogiem, jaki jest mu miły. Uznaje jednak także swoje prawo ateisty i racjonalisty do krytyki takich postaw jako sprzecznych z rozumem. Wiara w Boga to dla niego wyraz nerwicy, można ją doskonale zrozumieć i wyjaśnić w kategoriach psychiatrycznych i psychologicznych. Czy trzeba to akceptować? Ewentualnie tak długo, jak z wiary tej nie wynika krzywda innych ludzi. Z tym jednak jest już problem, bo nie ma lepszego powodu do zabijania, niż miłość Boga i do Boga.

Książka Onfraya ukazała się po "Bogu urojonym" Richarda Dawkinsa, nie wzbudzi więc już takich emocji ani dyskusji. Warto ją jednak przeczytać, choć dla wielu czytelników z Polski będzie pewno trudna do strawienia, zwłaszcza gdy atakuje narodowe świętości, jak choćby postać Jana Pawła II (papieżowi dostaje się m.in. za postawę Watykanu podczas ludobójstwa w Rwandzie).

W chwili, gdy wartości Oświecenia ustępują pod naporem myślenia magicznego, trzeba się opowiedzieć za laickością pochrześcijańską, to znaczy ateistyczną, zaangażowaną i niegodzącą się na wybór między zachodnim judeochrześcijaństwem a islamem. Ani Biblia, ani Koran. Nad rabinów, księży, imamów i ajatollahów przedkładam filozofa. W obronie przed cudacznymi teologiami najbardziej pomocni będą ci myśliciele, których lekceważy oficjalna historia filozofii: szydercy, materialiści, radykałowie, cynicy, hedoniści, ateiści, sensualiści, piewcy rozkoszy.

Onfray nie oszczędza nikogo, w dobrej tradycji Diderota i Woltera nie okazuje sympatii żadnej religii ani oficjalnej szkole myślenia. Jest wolnomyślicielem spełniającym wszystkie kryteria, by ustawić go na stosie, a jego książki (napisał ich kilkadziesiąt) umieścić  w indeksie ksiąg zakazanych (swoją drogą Onfray zastanawia się, jak to jest, że Kościół nie pozwalał czytać Freuda, nie zabraniał natomiast lektury "Mein Kampf" Hitlera).

 
Michel Onfray, Traktat ateologiczny. Fizyka metafizyki, przekł. Mateusz Kwaterko, PIW W-wa 2008
 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj