Fragment książki „Dziennik zdrady”
To Antygona, ona pierwsza, wbiła jej nóż w żebra.
Książkowe klimaty/mat. pr.

Znalazła ją u podnóża muru, przekopując ziemię. Najpierw ukazała się mała kosteczka, a później dobrze zachowany kobiecy szkielet. Była wstrząśnięta, słyszało się to w głosie, ale panowała nad sobą – na tyle przynajmniej, by nie przywołać Dukarelisa po imieniu, tak jak się do niego zwracała w czasie prywatnych, potajemnych spotkań. Siedział pod zadaszeniem z brezentu, badał znaleziska, często chłodząc twarz oraz szyję wilgotnym ręcznikiem, i palił beztrosko fajkę, nieświadom, że ten drżący, zduszony okrzyk Antygony, „Panie profesorze, tutaj!

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną