Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Fragmenty książek

Fragment książki „Dziennik zdrady”

Książkowe klimaty / mat. pr.
To Antygona, ona pierwsza, wbiła jej nóż w żebra.

Znalazła ją u podnóża muru, przekopując ziemię. Najpierw ukazała się mała kosteczka, a później dobrze zachowany kobiecy szkielet. Była wstrząśnięta, słyszało się to w głosie, ale panowała nad sobą – na tyle przynajmniej, by nie przywołać Dukarelisa po imieniu, tak jak się do niego zwracała w czasie prywatnych, potajemnych spotkań. Siedział pod zadaszeniem z brezentu, badał znaleziska, często chłodząc twarz oraz szyję wilgotnym ręcznikiem, i palił beztrosko fajkę, nieświadom, że ten drżący, zduszony okrzyk Antygony, „Panie profesorze, tutaj!”, zmieni jego życie, zapisze jego nazwisko złotą czcionką na kartach archeologii cykladzkiej. Bo szkielet kobiety stał się najcenniejszym efektem wykopalisk, jednym z najznakomitszych znalezisk z czasów prahistorycznej cywilizacji basenu Morza Egejskiego, punktem odniesienia i dla archeologii kraju, i dla jego życia osobistego. Podbiegł bliżej, nie podejrzewając jeszcze, co ukazało się na powierzchni, ale niebawem oczy omal nie wyszły mu z orbit. Czy to możliwe? Zapomniał o bożym świecie, gdy zaczęła wyłaniać się boczna część żeber. Tak, możliwe. Wskoczył do wykopu i wyciągnął rękę, by chwycić nożyk Antygony. Dotknął jej palców, poczuł jej pot, jej ciało oddychające obok niego, wznoszące się i opadające piersi, na moment zalała go fala pożądania, zamknął oczy, musiał odepchnąć niskie instynkty, nie pora na takie rzeczy, tu, w grobie. Nie pora. Przeszedł go dreszcz, poczuł lodowaty chłód w kręgosłupie. Sprawnymi, powolnymi ruchami usuwał ziemię oblepiającą kości. Antygona czyściła je pędzelkiem. Dukarelis zebrał ostrożnie ziemię z okolic miednicy, klatki piersiowej, szyi i włożył ją do plastikowych woreczków. Przypominał kryminalistyka, medyka sądowego, który gromadzi dowody zbrodni – także najdrobniejsze, prawie niewidoczne ślady, dla profanów niemające

żadnego znaczenia.

Reklama