Recenzja płyty: Nick Lowe, "The Old Magic"

Prawie jak Nat King Cole
Ta płyta to nostalgiczna wyprawa w czasy melodyjnego, szlachetnego śpiewania.
materiały prasowe

"I’m sixty one years old now, Lord, I never thought I’d see thirty” – „Mam dziś 61 lat, Boże, kiedyś myślałem, że nie dożyję trzydziestki” – te słowa, rozpoczynające piosenkę „Checkout Time”, określają nastrój najnowszego albumu Nicka Lowe’a. Lowe to weteran brytyjskiego rynku muzycznego. W latach 70. występował i nagrywał z zespołami Rockpile i Brinsley Schwartz. Był też wziętym producentem, współpracującym ze znaną w okresie popularności punk rocka wytwórnią Stiff Records. W 1978 r. płytą „Jesus of Cool” zaczął karierę solową. Kilka tygodni temu ukazała się najnowsza płyta Lowe’a „The Old Magic”. Myli się jednak ten, kto liczy na punkowe czy pubrockowe brzmienia piosenek. Zgodnie z przytoczonym fragmentem tekstu, Lowe jest tu refleksyjny, chwilami romantyczny, pogodzony z upływem czasu. Nie próbuje epatować wizerunkiem leciwego, ale wciąż zbuntowanego rockmana. Jego piosenki są, mówiąc wprost, staromodne, przywodzące na myśl dawne szlagiery niegdysiejszych amerykańskich gwiazd, takich, jak Frank Sinatra, Bing Crosby czy Nat King Cole. Zresztą głos Lowe’a chwilami brzmi bardzo podobnie jak Cole’a.

Ta płyta to nostalgiczna wyprawa w czasy melodyjnego, szlachetnego śpiewania, pełna bardzo dobrych, współcześnie napisanych piosenek. Rekomendowana dla dziadów i nie całkiem godzących się na współczesność młodych.

Nick Lowe, The Old Magic, Yep Roc Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj