Recenzja płyty: Frank Ocean, "channel ORANGE"

Zachwyt nad Oceanem
Najmodniejsza płyta wakacji już jest.
materiały prasowe

Frank Ocean, jej 24-letni autor, którego do Kalifornii – i w objęcia rynku muzycznego – pchnęło zniszczenie jego studia w Nowym Orleanie przez huragan Katrina, dziś z siłą żywiołu podbija scenę soulu i R&B. Zdążył już pracować jako ghostwriter, czyli anonimowy autor piosenek stojący za wielkimi gwiazdami (zjawisko to wykracza poza rynek książki), a w zeszłym roku błysnął świetnie przyjmowanymi nagraniami wydanymi na własny rachunek. Album „channel ORANGE”, pełen gładkich soulowych melodii osadzonych na nowoczesnych podkładach rytmicznych, pozwala w pełniejszy sposób ocenić jego talent.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną