Hancock dla Joni
Tutaj same niespodzianki.

Słynny pianista po dziesięcioletniej przerwie nagrał nową płytę dla wytwórni Verve, składając nią hołd kanadyjskiej artystce z innego trochę świata – Joni Mitchell (równolegle ukazuje się jej nowa – po kilku latach przerwy – płyta „Shine”). I tu same niespodzianki. Hancock wraz ze swym kwintetem gwiazd pierwszej wielkości (m.in. Wayne Shorter i Dave Holland) czyni z prostych melodii Joni wdzięczne standardy jazzowe, ale w sposób bardzo dyskretny, jakby balansując na granicy muzycznych światów.

Kolejna niespodzianka to gwiazdy wokalistyki, które się tu pojawiają: sama Joni śpiewa tylko jedną ze swych piosenek („Tea Leaf Prophecy”), a inne wykonują Norah Jones, Tina Turner, Corinne Bailey Rae, Luciana Souza i... Leonard Cohen, tu w roli recytatora. Każde z nich wnosi własną osobowość, ale wszystko jednoczy wspaniałe muzykowanie.
 

Herbie Hancock, River. The Joni Letters, Verve (Universal) 2007
 

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj