Włóczęgi olenderskie
Wisła to droga bez korków, niekontrolowana, dzika, piękna – szkoda, że zapomnieliśmy się nią cieszyć.
Olenderka, na której pływa po Wiśle Marcin Figurski.
Marcin Figurski/Polityka

Olenderka, na której pływa po Wiśle Marcin Figurski.

Zwracamy na nią baczniejszą uwagę, tylko gdy wylewa. A przez tysiące lat dostarczała wody i była główną drogą komunikacyjną naszych ziem. Przed wojną statki regularnie kursowały z Warszawy do Wyszogrodu, Płocka i Gdańska. Ostatnie pływały z Warszawy do Kazimierza i Torunia jeszcze w latach 70. Dziś „piękne okoliczności przyrody” ze słynnego „Rejsu” Marka Piwowskiego podziwiają nieliczni. Straciliśmy z Wisłą kontakt, gdy zaczęliśmy zamykać ją między wałami.

Odwrócenie się plecami do rzeki najlepiej chyba widać w stolicy, gdzie latem przemyka po niej czasem tylko łódź policyjna, tramwaj rzeczny, prom rowerowy czy kajak. Miasto stara się rewitalizować Wisłę – po praskiej stronie powstała ścieżka rowerowa, plaże i beach bary, nadal jednak woda jest zbyt mętna, by się kąpać. Od kilku lat Fundacja Ja Wisła organizuje imprezy plenerowe, wystawy, odbudowuje szacunek do rzeki, zwraca uwagę na jej urodę.

Niektórzy tymczasem odkrywają ją na własną rękę, jak Marcin Figurski, z zawodu operator filmowy, mąż aktorki Agaty Kuleszy i tata Marianny. Obserwator świata i wiślany włóczęga.

Olenderka od Szymańskiego

Wszystko zaczęło się, gdy Marcin sześć lat temu kupił gospodarstwo rolne pod Czerwińskiem. Widok płynącej Wisły i znajdujących się na niej wysp, który rozciągał się z okien nowej chałupy, obudził w nim chłopięcą potrzebę przepłynięcia na te nieznane lądy, zdobycia ich i poznania.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj