Majka przekłada w palcach kostkę do gry na gitarze jak karciany szuler z westernu srebrną półdolarówkę. Objaśnia jej zalety: jest odpowiednio sztywna, żeby się nie przełamała w niewprawnych palcach, szorstka, żeby się nie wyślizgiwała, i – co najważniejsze – Majka dostała ją od męża. Od niedawna ćwiczy na gitarze, bo banjo bluegrassowe bez gitary w tle wypada jakoś tak niepełnie, a banjo bluegrassowe to ukochany instrument męża Tomka, zwanego Laserem. Tomasz Iwanowski śmieje się, że ktoś kiedyś wymyślił „lesera”, ale się pomylił i tak już zostało. Pytanie, czym dla nich jest folk, równie nie ma sensu jak to, dlaczego oddychają.
Warszawa, Czerniakowska róg Nehru. Po lewej bazarek, szereg kramów: Ciasta Domowe, Wędliny Tradycyjne, Wszystko Po 1 Złoty, W Sprzedaży Karp Żywy, Rajstopy Skarpety. Siąpi przedwiośniana mżawka, wieje od Wisły. Klienta wstępującego do budki Rajstopy Skarpety ostry pulsujący rytm banjo i gitary przenosi na parną prowincję Kentucky, ojczyzny bluegrassu. Wnętrze kramu, ściany, półki, gabloty, półmanekiny i same tylko odnóża obwieszone skarpetkami, podkolanówkami, legginsami i rajstopami. Tył gabloty z towarem na kontuarze oblepiony nutami i rozrysowanymi progami gryfu gitary z zaznaczonymi kolejnymi chwytami. Pod szarym niebem Czerniakowa Majka właśnie ćwiczy z mężem kolejny kawałek z południa Appalachów. Część półek przysłania sztandar konfederatów z 13 gwiazdami stanów, które się zbuntowały w 1860 r. Pierwsza była Południowa Karolina, wyjaśnia Laser, sam w konfederackim kepi.
Sześćdziesiąty trzeci
Mogło być zupełnie inaczej. Oboje pochodzą z Czerniakowa. Sto metrów stąd była legendarna Sielanka, gdzie Grzesiuk śpiewał swoje knajackie szlagiery, a Laser – nastolatek, bez końca puszczał ich pocztówkowe nagrania na adapterze Bambino.