Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Ludzie i style

Jest mi przykro, że jestem aż tak wielkim optymistą

Eric-Emmanuel Schmitt. Krytycy zarzucają mu naiwny optymizm, ale jego powieści osiągają kilkusettysięczne nakłady i trafiają na listy bestsellerów. Eric-Emmanuel Schmitt. Krytycy zarzucają mu naiwny optymizm, ale jego powieści osiągają kilkusettysięczne nakłady i trafiają na listy bestsellerów. Pablo Blazquez Dominguez/WireImage
Rozmowa z Erikiem-Emmanuelem Schmittem, autorem światowego bestselleru „Oskar i pani Róża” o tym, jak uprawiać radość, brać życie takim, jakie jest: kruche i delikatne
Schmitt przyznaje, że od pesymizmu dostaje mdłości. Woli pokazywać to, co w małym człowieku wielkie.Artur Barbarowski/East News Schmitt przyznaje, że od pesymizmu dostaje mdłości. Woli pokazywać to, co w małym człowieku wielkie.

Dariusz Bugalski: – Skąd się biorą pańskie postacie?
Eric-Emmanuel Schmitt: – Nie wiem. Jestem tylko uchem, które słucha ich opowieści. Ale najpierw noszę je w sobie, jakbym był w ciąży. Czuję się jak kobieta, a właściwie jak słonica, bo moja ciąża trwa bardzo długo. A pisanie to poród. Kiedy już słyszę, widzę, czuję obecność tych postaci, osuwam się po prostu na biurko i zasypiam. Pięć, dziesięć minut później budzę się z odbitą na twarzy klawiaturą komputera. Sen jest korytarzem, którym wychodzę z własnego życia, by wejść w życie moich postaci, i piszę.

To pańskie sny?
Właściwie to nie są sny. Sny są przecież niejasne, nieciągłe. A do mnie przychodzą absolutnie logiczne historie. Myślę, że istnieją ludzie, którzy są stworzeni do tego, by je zapisywać, tak jak drzewa zostały stworzone do tego, by rodzić owoce. Ale od samego początku mam pierwsze i ostatnie zdanie książki. Pierwsze musi zawierać w sobie całą opowieść, jej zapach. A ostatnie zdanie to jej cel. Nie mogę przecież zacząć książki nie wiedząc, jaki jest jej cel.

Głównym bohaterem literatury jest zło. Pan zajmuje się dobrem. W „Dziecku Noego” – to przykład, ale dla pańskich książek typowy – jest tylko jedna postać negatywna: Gruby Jacques.
To postać historyczna.

Poświęca pan jedynej negatywnej postaci w książce liczącej 125 stron druku 23 linijki tekstu. Ot, przejeżdża samochodem i już go nie ma. Dlaczego przychodzą do pana tylko dobre postacie?
Bo złe pokazują wszyscy pisarze, a już francuscy…! Dostaję mdłości od tego pesymizmu, ba: cynizmu. Od napawania się tym, do jakiego stopnia jesteśmy mali, śmieszni, żałośni.

Sztuka Życia „Sztuka Życia” (100006) z dnia 23.04.2012; Sztuka słowa; s. 102
Reklama