Zespół najpopularniejszego jak dotychczas serwisu społecznościowego przeanalizował posty i komentarze opublikowane na portalu w ostatnim tygodniu maja tego roku. Do badania nie włączono wiadomości przesyłanych w aplikacji Messenger – kto wie, być może wpłynęłyby znacząco na ostateczne wyniki? Wszak w prywatnych wiadomościach jesteśmy nieco bardziej swobodni.
Poza tym, co istotne, ograniczono się tylko do treści publikowanych w języku angielskim.
W ciągu tygodnia ok. 15 proc. użytkowników przynajmniej raz się e-zaśmiało. 46 proc. śmiejących się użytkowników zrobiło to tylko raz, podczas gdy 85 proc. – do pięciu razy. 52 proc. użytkowników wyraża śmiech zwykle w jeden, swój ulubiony sposób, natomiast 20 proc. stosuje co najmniej dwie formy e-śmiechu.
Najpopularniejszymi zwrotami sygnalizującymi śmiech są (tu bez niespodzianek): LOL (laughing out loud/lots of laugh – ale jaja, kupa śmiechu), onomatopeje: „haha” i „hehe” (i ich warianty, rozszerzenia) oraz emotikony.
Rozkład popularności czterech form e-śmiechu przedstawia graf poniżej. Zdecydowana większość użytkowników to haha-owcy – 51,4 proc., 33,7 proc. stosuje emotikony, „hehe” jest popularne wśród 12,7 proc. użytkowników, a „LOL” u zaledwie 1,9 proc. (najwyraźniej wyszło już z mody i użycia).
To, jak śmiejemy się na Facebooku (czy szerzej: w internecie), ma związek z wiekiem, ale też z płcią i miejscem zamieszkania. Młodzi ludzie i kobiety preferują emotikony, mężczyźni częściej wpisują „hehe”. Kultowe LOL preferują starsi (więc chyba rzeczywiście LOL wychodzi z mody).
„E-śmiech, jak każdy dialekt, wciąż ewoluuje” – pisze Sarah Larson w artykule dla tygodnika „The New Yorker”.