Przytaczaliśmy niedawno artykuł dr. Kennetha Hansraja, który dowodzi, że spoglądanie w telefon (zwłaszcza przeglądanie internetu, odbieranie i wysyłanie esemesów) może obciążać kręgosłup nawet dodatkowymi 27 kilogramami. Obciążenie miałoby wzrastać lub maleć w zależności od kąta pochylenia głowy. „To już epidemia – uznał badacz. – A jeśli nie epidemia, to przynajmniej zjawisko bardzo powszechne”.
Swój wywód Hansraj zilustrował i opublikował na łamach czasopisma „Surgical Technology International”. Jego doniesienia internet błyskawicznie powielił. „Ale jak można zaufać informacjom podanym przez jednego praktykującego neurochirurga?” – pytają oponenci. Standardowe procedury wymagają powtórzenia badań, i to w różnych, niezależnych ośrodkach – w dobie internetu można je ominąć?
Dyskusję podjęli rozmaici specjaliści, fizycy, inżynierowie i lekarze. Nie ma wątpliwości, że odcinek szyjny jest najbardziej obciążony – przekonują. Ale, po pierwsze, szyja jest przystosowana do tego, żeby wykonywać ruchy w przód i w tył. Po drugie, nie ma dowodów – jak twierdzi m.in. Ian Dorward, neurochirurg z uniwersytetu w Saint Louis – by uznać, że mocno jej to dodatkowe obciążenie szkodzi.
„Hansraj proponuje tylko pewien model – mówi dr Dorward. – Ale nie wiadomo, skąd się wzięły jego precyzyjne obliczenia”.
Tymczasem „kręgosłup znosi znacznie większe obciążenia” – przekonuje. Żeby go uszkodzić, obciążenie musiałoby być długotrwałe.