Na zorganizowanej przez PKN Orlen konferencji „Ile państwa w rynku, ile rynku w państwie” minister skarbu Aleksander Grad gorąco bronił swojej decyzji. „To wprawdzie nie jest prywatyzacja, ale w pełni transparentna transakcja, której celem jest stworzenie polskiego czempiona gospodarczego” – przekonywał. Odpowiadał w ten sposób na zarzuty prof. Leszka Balcerowicza, który nie zostawił suchej nitki na koncepcji tworzenia państwowych, monopolistycznych molochów, jako cudownej recepcie na kryzys. Trzeba gospodarkę prywatyzować, deregulować a przede wszystkim demonopolizować – przekonywał z profesor dodając, że pomysł łączenia dwóch państwowych firm energetycznych jest chybiony.
Groźby premiera kierowane pod adresem pani prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (która zapowiedziała, że na przejęcie zgody nie wyda) uznał za skandaliczne i nieodpowiedzialne. Ministrem aż zatrzęsło z oburzenia. Z panią prezes UOKiK ma na pieńku. Uważa, że póki wniosek o przejęcie Energi przez PGE nie wpłynie na jej biurko, nie powinna się na ten temat wypowiadać, bo oficjalnie nie ma o niczym pojęcia. Zdaniem Grada - wbrew temu, co powtarza prezes UOKiK - polskiemu rynkowi energii nie grozi nadmierne zmonopolizowanie, a poglądy szefowej urzędu oparte są fałszywych danych.
Problem polega jednak na tym, że podobnie negatywną ocenę transakcji ma też prezes Urzędu Regulacji Energetyki a jemu trudno zarzucić niekompetencję.
Monopol czy nie?
Ministra czeka więc trudne zadanie: jak przekonać, że wzmocnienie monopolistycznej pozycji PGE na polskim rynku, monopolizacją nie będzie i posłuży rynkowi? Nie trzeba mieć jakiejś szczególnej wiedzy, żeby policzyć, że po wchłonięciu Energi PGE zbliży się do 50 proc udziału w rynku produkcji energii i jego sprzedaży.