Katowicki Holding Węglowy, najmniej efektywna firma w branży, miał w miarę niezły rok (ceny węgla rosły), ale przecież nie aż tak dobry, żeby na trwałe oddalić od siebie finansowe kłopoty. Jeśli KHW ma przetrwać i zarabiać to musi zwiększyć wydajność i wydobycie, pobudować nowe chodniki. To wszystko słono kosztuje i stąd plan emisji obligacji spółki za, bagatela, miliard złotych. Jak znajdą się inwestorzy, którzy uwierzą w jasną przyszłość górnictwa węglowego w wykonaniu holdingu z Katowic, to nie ma sprawy. Państwowy właściciel, reprezentowany przez Ministerstwo Gospodarki, będzie miał kłopot z głowy a koncern sam się wyciągnie za uszy z finansowego dołka (w całym 2011 roku zarobił wprawdzie na czysto 155 milionów złotych, ale jednocześnie ma ponad 100 mln PLN przeterminowanych zobowiązań). Gorzej, jeśli inwestorzy zawiodą. Co wówczas?
Dziennik „Rzeczpospolita” utrzymuje, że państwowy właściciel, czyli ministerstwo, ma plan B. Gdyby emisja spaliła na panewce to wówczas sprzeda (a może nawet wmusi?) KHW Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Jest większa, lepiej zarządzana i przede wszystkim więcej zarabia. W 2011 roku było to ponad 2,1 mld złotych. W razie czego dostanie też bankowe kredyty, a ma jeszcze przecież oszczędności. Ma też oczywiście własne, ambitne plany rozwojowe (to dzisiaj największy producent węgla koksowego), ale to już w tym momencie ma niewielkie znaczenie.
Ministerstwo może doprowadzić do fuzji bo, mimo że w lipcu 2011 roku JSW trafiło na warszawską giełdę, to skarb państwa ciągle ma większościowy pakiet 62 proc. jego akcji. Większościowy udziałowiec wskaże zarządowi „najwłaściwszą drogę rozwoju”. Może i byłoby to wybawienie dla KHW. Ale czy będzie też najlepsze dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej i jej mniejszościowych udziałowców, niecały rok temu zachęcanych intensywnie przez skarb państwa do udziału w „akcjonariacie obywatelskim” i do kupowania akcji JSW?