Taniej, ale wolniej
Dla polskiej gospodarki nadchodzą gorsze czasy, a spadające ceny wcale nie powinny nas cieszyć
Trzy miesiące temu mieliśmy powody do zadowolenia. Pierwszy, zimowy kwartał okazał się dla polskiej gospodarki fantastyczny, a roczny wzrost PKB osiągnął aż 3,4 proc. Wówczas wydawało się, że ten rok będzie znakomity i nawet coraz poważniejszy konflikt na wschodzie Europy nie studził optymizmu. Teraz, po tej chwilowej euforii, nie ma już wielu śladów. W drugim kwartale nasza gospodarka rosła zdecydowanie wolniej niż w pierwszym. Dodatkowo mamy nienotowaną nigdy w historii powojennej gospodarki rynkowej deflację, czyli spadek cen. Wszystko wskazuje na to, że zarówno gorsze wyniki PKB, jak i deflacja zagoszczą u nas na dłużej.
Jak zwykle w ostatnich latach – kłopoty przychodzą z zewnątrz. To już niemal tradycja, że gdy tylko wokół Polski jest spokojniej, nasz wzrost przyspiesza, napędzany unijnymi funduszami i inwestycjami firm, coraz więcej eksportujących. Kiedy jednak z Zachodu czy Wschodu albo – co gorsza – z obu tych kierunków nadchodzą gorsze wiadomości, tracimy impet. A teraz złych wieści jest mnóstwo. Z jednej strony nasz eksport na Wschód spada – nie tylko z winy rosyjskiego embarga na polską żywność, ale też z powodu coraz głębszego kryzysu rosyjskiej i ukraińskiej gospodarki, cierpiących przez sankcje i konflikt na wschodzie Ukrainy.
A równocześnie znowu problemy mają kraje Europy Zachodniej, nasi najważniejsi partnerzy handlowi, gdzie krótkie ożywienie już się skończyło. Nawet Niemcy, kluczowy dla nas motor wzrostu na kontynencie, wpadły w kłopoty w drugim kwartale. W tych warunkach trudno marzyć o szybkim rozwoju. Na razie nasz roczny wzrost wynosi jeszcze nieco ponad 3 proc. PKB, ale prawdopodobnie w kolejnych kwartałach spadnie poniżej tej granicy.