W doskonałym punkcie Warszawy, w odrestaurowanej pięknej starej kamienicy, mieści się lokal wyraźnie preferowany przez młodą publiczność. I my tam poszliśmy dzięki inspiracji pewnej nastolatki. Pod niepozornym szyldem sugerującym związek ze słynną amerykańską powieścią „Śniadanie u Tiffany’ego” lub filmem pod tym samym tytułem, ukrywa się zejście do piwnicy, w której jest restauracja jak z lat 70.
Surowe wnętrze, takież technicystyczne meble, lekki półmrok rozprasza szklany sufit przez który widać kawałek nieba stwarzają nastrój tamtych lat. I tylko wielki plazmowy ekran na ścianie mówi, że to XXI wiek. A na ekranie można oglądać wszelkie wydarzenia sportowe a w dni bez sportu reklamy. Z ukrytych głośników sączy się muzyka z tamtej epoki.
W piątki oraz soboty mają tu miejsce wydarzenia taneczno muzyczne, o których reklamy twierdzą, że są dozwolone wyłącznie dla dorosłych. Nie będziemy więc fantazjować na ich temat, bo o tej porze zazwyczaj szykujemy się już do snu.
Obawialiśmy się, że kuchnia też będzie przypominać drugą połowę zeszłego stulecia ale myliliśmy się całkowicie. Bruschetta z pomidorami, mozarellą i pesto, sałatka caprese, zapiekany camembert czy łosoś na szparagach zapowiadały niezłe menu. Ważne jeszcze by szef kuchni znał się na swojej profesji. Zaczęliśmy więc go sprawdzać.
Próbowaliśmy wielu dań i na żadne nie narzekamy. Z zup najbardziej przypadł nam do gustu krem pomidorowy z krewetkami i bazylią (14 zł). Aromatyczny, gęsty, z łezką śmietany i kilkoma krewetkami był wzorcowy.
Podobnie możemy wypowiedzieć się o doskonałym daniu z polskiej kuchni czyli pierogach (18 zł) z okrasą czyli ze skwarkami. Prawdę mówiąc sami nie robimy lepszych.