Skazany na dożywocie uciekł z więzienia
Wielka ucieszka
Jerzy Ł. uciekł z więzienia, żeby załatwić swoje porachunki. Na wolności był niecałe siedem minut. Wystarczyło, żeby ośmieszyć cały system służby więziennej.
Keystone-France/Getty Images/FPM

O ucieczce z więzienia w Płocku można by zrobić film. A właściwie to nawet nie trzeba, bo film już jest. Zarejestrowały ją krok po kroku więzienne kamery. I przynajmniej wiadomo, że system kamer w więzieniach do czegoś się przydaje. Co prawda ucieczkom nie zapobiega. Ale teraz jest ładny film instruktażowy, z którym specjaliści od ochrony jeżdżą od zakładu do zakładu i wyświetlają go innym strażnikom ku przestrodze.

Zdarza się, że humory na pokazie dopisują, bo to rzeczywiście zabawne oglądać, jak jeden człowiek znalazł wszystkie luki w systemie i uciekł z najcięższego kryminału w Polsce. Ale tak ogólnie, to śmiesznie nie jest. Bo najprawdopodobniej uciekał, żeby zabić. A już dwa razy udowodnił, że to akurat wychodzi mu nieźle.

Ponieważ służba więzienna niechętnie opowiada o swojej porażce, część historii trzeba rekonstruować samemu. Na przykład ten fragment o piłowaniu krat. Według oficjalnej wersji, zabezpieczająca okno krata została przepiłowana za pomocą pilnika iglaka. To taki mały pilniczek bez rękojeści, do drobnych prac wykończeniowych. Jerzemu Ł. rzeczywiście udały się prace wykończeniowe. Swoją krótką ucieczką wykończył dyrektora więzienia, szefa ochrony, zmianowego i sześć innych osób. A zdaje się, że lista nie jest jeszcze zamknięta.

Poszło o to, skąd tego typu pilnik znalazł się w celi skazanego na dożywocie. No i jak to się stało, że przez co najmniej dwa miesiące nikt nie zauważył piłowania krat. Które powinny być co kilka dni opukiwane drewnianymi młotkami…

 

Cały artykuł Juliusza Ćwielucha w specjalnym numerze POLITYKI na Zaduszki – dostępnym w kioskach, w wydaniach na iPadzie, Kindle i w Polityce Cyfrowej!

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj