szukaj
Coraz więcej nieochrzczonych dzieci w Polsce: skąd ten trend?
Ja ciebie nie chrzczę
W naszym chrześcijańskim kraju przybywa rodzin, które nie chrzczą dzieci. Uważają, że dzieci powinny same decydować, jak dorosną. Taka oddolna reformacja.
Badacze podkreślają, że rytuały religijne wciąż mają dla Polaków duże znaczenie.
Silvia Jansen/Getty Images

Badacze podkreślają, że rytuały religijne wciąż mają dla Polaków duże znaczenie.

Rynek nakazuje, by na uroczystość chrztu dziecko odpowiednio ubrać.
Tomasz Wiech/Agencja Gazeta

Rynek nakazuje, by na uroczystość chrztu dziecko odpowiednio ubrać.

Warszawskie Miasteczko Wilanów. Młoda, nowa dzielnica. Rekordowo wielka świątynia Opatrzności Bożej widoczna z kilku kilometrów. Rekordy narodzin – na ponad 12 tys. mieszkańców w 2014 r. aż 460 oficjalnie meldowanych urodzonych, plus drugie tyle nieoficjalnych. Rekord w liczbie chrztów – w Opatrzności chrzczą już w każdą niedzielę i niektóre soboty. Jednak w tej ostatniej kategorii wyjątkowo jest tylko w liczbach bezwzględnych. Bo w Wilanowie chrzczony jest mniej niż co drugi niemowlak – i to jest prawdziwy rekord Polski.

Trend z Wilanowa widać w całym kraju. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego, porównując dane z 1990 r. z obecną sytuacją, odnotował obniżenie liczby przyjmowanych chrztów o 200 tys. rocznie. W tym samym czasie liczba rodzących się dzieci spadła o trochę ponad 150 tys.

Ochrzczeni rodzice nieochrzczonych niemowlaków mówią o pozorach religijności, w których praktykowaniu nie widzą żadnego sensu. O tym, że przecież chrzest jest niewymazywalny, skoro nawet po apostazji nazwisko ochrzczonego pozostaje na zawsze w kościelnych księgach – a oni nie chcą podejmować takich nieodwracalnych decyzji w imieniu swoich dzieci. Deklarują, że w przyszłości pozwolą dzieciom pójść każdą drogą, w stronę każdej religii, zgodzą się na chrzest katolicki, zorganizują bierzmowanie dla wzmocnienia wiary dziecka – jeśli zgodzi się na to jako nastolatek. Ale też – że sami nauczą się obejmować drzewa albo śpiewać mantry, bo pójdą za dzieckiem do kościoła, synagogi, meczetu, na łąkę. Często mówią o własnym religijnym indywidualizmie, areligijności, akościelności.

W kontrze do rodziny

Badacze podkreślają, że rytuały religijne wciąż mają dla Polaków duże znaczenie. – One jedynie w coraz większym stopniu podlegają desakralizacji, czyli osłabieniu pierwiastka religijnego – tłumaczy prof. Maria Sroczyńska z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Badacze sygnalizują rolę rodzinnych spotkań przy sakramentalnych okazjach w budowaniu więzi społecznych i rozwiązywaniu konfliktów. Rodzina siedząca przy wspólnym stole pokazuje swoją siłę i jedność.

Paradoksalnie, rodzice i teściowie, którzy na różne sposoby naciskają, aby młode pokolenie było „wychowane po katolicku”, nie muszą sami być głęboko religijni. Bo w Polsce mamy zespolenie elementów religijnych i kulturowych z narodowymi. – To nasz bardzo silny skrypt, w umysłach i kulturze – podsumowuje dr Radosław Tyrała, autor książki „Bez Boga na co dzień”, socjolog z Wydziału Humanistycznego AGH, który bada polską niereligijność.

Katarzyna i Paweł nie mają ślubu kościelnego, ale starszą córkę, teraz 21-letnią, ochrzcili. Małego syna nie. Rodzina, która jakoś zniosła brak ślubu, z powodu braku chrzcin się obraziła. Ojciec Katarzyny przestał do nich przyjeżdżać, a dwie z sióstr Pawła się z nimi nie kontaktują. Dziadek zobaczył wnuka dopiero na swoich 60. urodzinach. Popłakał się. – Teraz syn widuje się z dziadkami – opowiada Katarzyna – ale ja tam nie jeżdżę, bo mam do rodziców żal, a mój partner, solidarnie ze mną, też nie.

Pochodząca z małego miasteczka na Podkarpaciu Izabela przyznaje, że delikatne sugestie dotyczące ślubu kościelnego i chrztu ich córki pojawiały się raczej ze strony teściów, bo jej głęboko wierzący rodzice długo nie poruszali tematu. Wydawało się, że pełni miłości bliźniego i zrozumienia dla własnego dziecka pogodzili się z faktami. Do czasu. – Był moment, kiedy wpadliśmy w kłopoty finansowe i potrzebowaliśmy pożyczki. Nagle warunkiem pomocy ze strony moich rodziców okazał się chrzest córki – opowiada. – Stwierdzili, że nie obchodzą ich nasze poglądy, ale dziecko to mamy ochrzcić. I koniec dyskusji, bo oni się przejmują i to wpływa na ich zdrowie.

U Beaty, która oficjalnie (co wciąż rzadkie) wystąpiła z Kościoła katolickiego rok temu, a nad swoją wiarą zaczęła się zastanawiać w trakcie pierwszej ciąży, wojna o chrzest była od samego początku. – Kiedy oświadczyłam matce, że nie ochrzczę syna po urodzeniu, powiedziała, że i tak się nawrócę po pierwszych bólach porodowych, gdy będę wzywać Boga, żeby mi pomógł – opowiada. Nie ochrzciła, więc jej matka przekonywała ją do sakramentu przez trzy lata, aż do własnej śmierci. – Była dyrektorką szkoły w naszym Czerwonaku i brak chrztu wnuka to był dla niej powód do wstydu – opowiada Beata. Do mojego syna zwracała się: ty mały bezbożniku. Mówiła, że syn będzie chorować, bo jest nieochrzczony. Razem z moim bratem planowała nawet ochrzcić dziecko potajemnie. Brat przyznał mi się do tego po śmierci mamy. Skończyło się tylko na słowach, brat przekonał matkę, że to nie będzie wobec mnie w porządku, że ja może z czasem zmienię zdanie, a chrztu nie da się zrobić po raz drugi.

Wśród sąsiadów z Czerwonaka też nie było zrozumienia. Myśleli, że Beacie chodzi o sprawy finansowe albo że wstydzi się bez męża prosić o chrzest. Tylko jedna mówiła, że to rozumie. Opowiadała, jak sama kiedyś chrzestnym własnego dziecka sfałszowała papiery, żeby ksiądz się nie dowiedział, że są rozwodnikami.

W obronie przed komercją

Do organizowania religijnych obrzędów bardzo silnie popycha rynek. Kościelne uroczystości dorobiły się wielkiej oferty organizacyjnej, cateringowej, prezentowej, sklepowej. Chrzciny są tu na pierwszym miejscu – wystarczy wpisać słowo w wyszukiwarkę, by wyskakiwały reklamy niezliczonych forów internetowych poświęconych organizacji chrztu w konkretnej miejscowości, np. w Ostrołęce polecają wynająć salę od McDonald’s. A także zdumiewających gadżetów, różnych kulturowych adopcji, jak na przykład woreczki z organzy, zawierające pięć migdałów symbolizujących szczęście, długowieczność, bogactwo, udane dzieci i zdrowie – jako podziękowanie dla gości przybyłych na uroczystość. Migdały są lukrowane na różowo lub niebiesko, zgodnie z płcią niemowlaka.

Rynek nakazuje, by – podobnie jak na komunię – na uroczystość chrztu dziecko odpowiednio ubrać. Dla chłopców na przykład są skoordynowane jednoczęściowe komplety z koszulami zapinanymi na kryte guziczki. Albo opcja z niewyłażącym ze spodni body zapinanym w kroku – za dopłatą 15 zł. Do tego spodnie na gumce, zwieńczająca całość elegancka, akrylowa kamizelka, eksponująca dwukolorową muchę za 80–200 zł. Buciki dla niemowlaka – też specjalne na chrzest. Satynowe, atłasowe, polarowe albo lakierki wielkości piętki chleba za kilkanaście, kilkadziesiąt złotych. A dla dziewczynki – koniecznie satyna z kokardą w pasie, z diamencikiem w kształcie serduszka, w komplecie z bolerkiem z różowego futerka i dopinanym tiulem. Albo dekolt obszyty perełkami i płaszczyk z kołnierzykiem obrzuconym na stylowo. I czapka z nausznikami w kształcie kapelusika – za prawie 500 zł.

A przecież akcesoria do chrztu to nie tylko świece, szatki i buciki, ale i dekoracje sali, upominki dla gości, zdobione kocyki i poduszki, zaproszenia na uroczystość, stroiki i okapniki. Nie sposób zliczyć innych wydatków – uroczystego obiadu w stylowej restauracji; strojów dla rodziców, którzy nie mogą przecież wyglądać jak ubodzy krewni dostojnie ubranego katechumena; odpowiedniej ofiary dziękczynnej za posługę duszpasterską dla kapłana i organisty; fotografa lub przynajmniej tłoczonego albumu na zdjęcia; pamiątek i prezentów. Fora zagrzewają do walki, do wysiłku, do zawodów.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj